Turcja - państwo kandydujące
| 08.05.2009 | Autor: | [ 0 komentarzy ] |
Turcja w Unii?
Źródło: Wikipedia
- Wybierasz się do Turcji?
- Zarezerwuj hotel w Turcji
- Wynajmij samochód w Turcji
- Chcesz pozyskać fundusze unijne?
- Złóż zapytanie ofertowe! >>
Unia Europejska przyjmuje Turcję już za dwa lata? To, niestety, raczej głos kurtuazji, a w najlepszym wypadku optymizmu. Między Turcją, a wieloma państwami UE wciąż bowiem zbyt wiele kwestii spornych.
Daliby sobie spokój
Takim przykładem tureckiej schizofrenii jest osławiona sprawa Cypru. Niewielu wie, że według rządu w Ankarze, Cypr to dwa państwa. Pierwsze, to powszechnie znana Republika Cypryjska, a drugie to Turecka Republika Cypru Północnego, którą uznaje tylko Ankara. Społeczność międzynarodowa konsekwentnie odmawia temu tworowi prawa bytu, ale część polityków i większość społeczeństwa znad Bosforu liczy, że kiedyś mur od głowy zacznie pękać.
Przyczyn sporu cypryjsko- tureckiego, dla odmiany, należy szukać w historii (patrz: Cypr; Ruchy separatystyczne na Cyprze; wikipedia.pl).
Abstrahując od ferowania wyroków, bo akurat w tym przypadku Turków jednoznacznie winić nie można, należałoby spytać, co ma Cypr do Turcji w UE?
Oczywiście wiele, bo przecież ta niewielka wyspa na Morzu Śródziemnym od 2004 roku jest jej członkiem. Natomiast Ankara długo odmawiała uznać Republiki Cypryjskiej za państwo. W końcu w drodze kompromisu niby się zgodziła, niby nie. Czyli rozwiązała sprawę po turecku.
Plan Erdogana’a
W 2005 roku premier Turcji, Recep Tayyip Erdogan, rozpoczynając negocjacje akcesyjne, został zmuszony do podpisania protokołu do umowy o współpracy swego państwa z UE z 1963r., obejmujący wszystkie nowe państwa członkowskie. W tym Cypr. Zdawałoby się, że Turcja zważyła interesy i postanowiła zakończyć swary. Premier Erdogan jednak, zaraz po sygnowaniu protokołu, dodał, że wcale nie jest to równoznaczne z uznaniem cypryjskiego rządu.
Mamy rok 2009, a negocjacje między UE i Turcją trwają w najlepsze: Erdogan sypie pochwały, wymienia uściski dłoni, domyka kolejne dziedziny uzgodnień. Sądzę, że niechętne Cypryjczykom społeczeństwo tureckie może mieć obawy. Szef rządu daje UE czyny, a im jedynie chwytliwe hasła, słowa, na które czekają. Gdyby spuścić zasłonę milczenia na stronę etyczną tego postępowania, to zdaje się, że długofalowo politycy tureccy obrali właściwą drogę. Biorąc za priorytet wprowadzenie „państwa półksiężyca” do wspólnej Europy, chcą za pomocą populistycznych frazesów ominąć nacjonalistyczne skłonności niektórych swych obywateli. To oczywiście tylko jedna z hipotez. Aczkolwiek miejmy nadzieję, że przynajmniej spokrewniona z prawdą. Przecież turecki premier czyta gazety, a w nich może znaleźć na przykład sondaż przeprowadzony przez agencję ANAR, wynika z niego że pomimo sporego konserwatyzmu Turków, aż 75% z nich opowiedziało się za zbliżaniem do wartości europejskich. Natomiast, aż 56% wprost chce członkostwa w UE.
Mało panie premierze
Kontrowersji wokół akcesji Turcji do UE jest jednak dużo więcej. Rada Europejska już nie raz dała wyraz swojemu niezadowoleniu z polityki Ankary wobec Kurdów czy, nieco słabnącej na szczęście, dyskryminacji kobiet. Zdaniem austriackiego kanclerza, Wolfganga Schuessela, o przystąpieniu Turcji powinny zdecydować społeczeństwa w drodze referendum. Problem w tym, że według sondażów poparcie w Austrii dla członkostwa Turcji ledwie przekracza 10%. Zresztą swego czasu na pytanie w tej kwestii dla Eurobarometru aż 52% respondentów, mieszkańców UE, odpowiedziało przecząco. Jak widać oponentów Turkom nie brakuje i to głównie wśród najważniejszych unijnych graczy, jak Francja czy Niemcy.
Angela Merkel woli mówić o „uprzywilejowanym partnerstwie Turcji z UE”, niż o pełnym członkostwie. Francja natomiast chce, póki co, sprawę przemilczeć. Doskonale zdaje sobie sprawę, jaki jest stosunek większości obywateli do imigrantów. Będzie więc chciała przeforsować w kuluarach własną wizję: owszem, Turcja może przystąpić do UE, ale pod kilkoma warunkami. Podstawowym ma być brak pełnej swobody w przepływie pracowników. Ten wymóg pasuje zresztą niemal wszystkim. Po drugie, Turcja ma uregulować bardziej oficjalnie kwestię Cypru, Kurdów i rozwiązać spór z Armenią. Z tą ostatnią kością niezgody jest nieuznawanie przez Ankarę zbrodni ludobójstwa na Ormianach w czasie I wojny światowej, gdy eksterminowano około 1,5 miliona osób.
Karta wypisu
Na chwilę obecną, prócz niewielu sprzymierzeńców, jak Polska czy Szwecja, dołączenie Turcji do UE ma więcej przeciwników, niż zwolenników.
Największego poplecznika ma jednak w samym sobie. Dawno nikt z taką determinacją nie podrywał Unii. I to pomimo wielu oszczerstw i przykrych słów, jakich muszą się nasłuchać Turcy od obywateli państw członkowskich w postaci różnorakich badań opinii publicznej.
W każdym razie, co się Turcja na tym przerywanym odwyku nauczy, ile kwestii uzdrowi, tego już jej nikt nie zabierze. A może niedługo będzie stosować się do wszystkich zaleceń lekarza, skończy kurację i to przede wszystkim nam zależeć będzie na Turcji, a nie Turcji na nas?
Na podstawie:
1. wprost.pl
2. gazeta.pl
3. euobserver.com
4. wikipedia.pl
5. pap.pl
6. racjonalista.pl



