Workcamp – komunikacja i integracja
| 14.09.2009 | Autor: Marta Nowakowska | [ 0 komentarzy ] |
Tajemnicza chatka znaleziona w środku lasu.
Źródło: Marta Nowakowska
- Podobne tematy:
- Ochryda - perły w Perle Macedonii
- Angielski w biznesie - ostatnie miejsca na bezpłatny kurs w Warszawie
- Kryzys finansowy a plany wakacyjne Europejczyków
- Cała Europa - inne artykuły:
- Starzenie się społeczeństwa - opublikowano raport
- Poznań Motor Show 2012 – relacja
- Rozpoczyna się 3 edycja konkursu na najlepszy paragon z podróży – „Paragoniada”!
W tej części artykułu opowiem o znaczeniu języka oraz poczuciu wspólnoty, jakie pojawia się pomiędzy wolontariuszami, a które stanowi niespodziankę dla wszystkich tych, którzy jadą pierwszy raz.
Workcamp - razem czy oddzielnie?
Workcamp, czyli wolontariat zagraniczny, to zyskująca na popularności możliwość poznania nowych ludzi z całego świata i wraz z nimi zrobienia czegoś pożytecznego dla osób, które wyjazd organizują. Cele workcampu mogą być różne – możemy oczyszczać dno rzeki, rysować ruiny zamku, który został zniszczony podczas II Wojny Światowej czy pomagać w organizacji festiwalu. Wraz z szóstką, ósemką czy dwunastką osób przez dwa lub trzy tygodnie żyjemy, pracujemy, śpimy, czasem gotujemy, odpoczywamy i spędzamy wolny czas. Wiele osób, z którymi miałam możliwość rozmawiania na ten temat, było zdziwionych intensywnością uczuć, jakie po kilku dniach wiążą całą grupę.
Na Workcamp jedziemy bo chcemy. Poświęcamy całe wakacje (wiele osób jeździ nawet dwa lub trzy razy rocznie) lub ich część, po to, aby mieć możliwość spędzenia czasu w gronie obcych ludzi, wspólnie robiących coś pożytecznego. Oczywiście, nie ma mowy o jednej, szczęśliwej i kochającej się rodzinie. Myślę, że gdyby wyjazd trwał dłużej, niż trzy tygodnie z pewnością pojawiłyby się konflikty. Aczkolwiek, te trzy tygodnie udaje się przeżyć bez większych sprzeczek, w zgodzie, przyjaźni, a niekiedy i miłości. Jestem przekonana, że słowem kluczowym jest tutaj "chcieć". Chcemy tam być, chcemy poznać innych ludzi, chcemy uszanować (lub chociażby jedynie tolerować) odmienności wynikające z kultury, w jakiej pozostali wolontariusze się wychowali. Musimy zaufać sobie na tyle, by pozostawić pieniądze oraz nierzadko kosztowne przedmioty we wspólnym pokoju.
Dobrym przykładem współpracy jest sytuacja z pierwszego workcampu, na którym byłam, kiedy to mieliśmy w grupie chłopaka z Turcji. Jak wiadomo, muzułmanie nie jedzą mięsa wieprzowego. My zaś musieliśmy sami planować i przygotowywać posiłki (za pieniądze, które otrzymywaliśmy od organizatora). I jak wyjazd długi i szeroki, nie pamiętam sytuacji, aby stanowiło to dla kogokolwiek problem – osoby, które w danym dniu miały dyżur w kuchni, przygotowywały dodatkowy talerz czegoś innego, niż wieprzowina. Tak zwyczajnie i po prostu.
Komunikowanie się na workcampie
Jedna rzecz, którą mogę stwierdzić na pewno, a którą potwierdza każdy wyjazd jest to, że język nie stanowi problemu. Zazwyczaj (bo bywają wyjątki, ale o tym jesteśmy informowaniu już podczas wybierania workcampu) językiem, za pomocą którego porozumiewamy się z innymi jest angielski. Wiele osób czuje przerażenie już na samą myśl o konieczności mówienia po angielsku, mimo, że na koncie mają różnego rodzaju kursy, certyfikaty i ogólnie rzecz biorąc wydali masę pieniędzy w imię podszkolenia swojej angielszyzny. Natomiast wolontariat poniekąd zmusza nas, aby ćwiczyć język obcy i przełamywać lęki związane z mówieniem. Oczywiście dobrze jest móc się porozumiewać z innymi – przecież po to właśnie na workcamp jedziemy. Rozmowa to możliwość zadawania pytań i uzyskiwania odpowiedzi, poznania ludzi, dowiedzenia się czegoś o kraju, z którego przyjechali. To ważne, ale nie konieczne. Pamiętam, jak jeden z uczestników wyjazdu opowiadał o mężczyźnie, który mimo, iż dawno temu przekroczył lat pięćdziesiąt i w ogóle nie mówił po angielsku, od kilku lat, rok w rok, uczestniczył w workcampie organizowanym w jego rodzinnym miasteczku. Po to, aby poczuć atmosferę. Czerpał z tych przeżyć na tyle dużą przyjemność, że nie przeszkadzały mu braki językowe. Ponadto, a piszę to z własnego doświadczenia, gotowanie pierogów z osobą, która po angielsku porozumiewa się na poziomie słów "tak i nie", jest niewątpliwie czymś, co będziemy wspominać przez kilka najbliższych lat.
Pozostałe artykuły o WorkCampie:
Workcamp – wolontariat za granicą
Workcamp – kwestia pieniędzy i limity osób
Workcamp – szczegóły techniczne wyjazdu
Workcamp – nocleg i kuchnia



