Waluta euro w Polsce – nieuniknione następstwo integracji europejskiej?
| 14.08.2009 | Autor: Weronika Surówka | [ 2 komentarze ] |
Symbol euro
Źródło: Wikimedia Commons
- Wybierasz się do Polski?
- Zarezerwuj hotel w Polsce
- Wynajmij samochód w Polsce
- Chcesz pozyskać fundusze unijne?
- Złóż zapytanie ofertowe! >>
Politycy kłócą się, czy euro jest koniecznym następstwem decyzji o wejściu do UE, czy tylko niepotrzebnym komplikowaniem sytuacji gospodarczej Polski. Tak jak to zwykle bywa - każdy kij ma dwa końce.
Euro – waluta przyszłości
Euro jest europejską walutą emitowaną przez Europejski Bank Centralny. Obecnie posługuje się nią ponad 320 mln Europejczyków w 16 krajach pozostających w strefie euro oraz w 11 mniejszych państwach, które na podstawie specjalnych umów zdecydowały się na wprowadzenie tej waluty (jak Monako czy Watykan). Wprowadzenie do kraju członkowskiego nowej waluty jest ostatnim i zarazem najściślejszym etapem powiązania własnej gospodarki z międzynarodowym mechanizmem integracji. W Polsce temat euro to wciąż drażliwa sfera dyskursu pomiędzy politykami, ekonomistami i psychologami.
Warunki przystąpienia
Istnieje szereg warunków, jakie musi spełnić Polska przed wejściem do strefy euro. Pierwszym etapem jest przejście przez ERM2. To swoistego rodzaju poczekalnia euro, w której ustalany jest dokładny kurs centralny waluty krajowej wobec euro. Kraj musi przez dwa lata oscylować wokół niego, udowadniając swoją stabilność budżetową i stabilność polityki pieniężnej. Polska jest jedynym krajem, który przystępując w 2004 roku do UE, nie wszedł jeszcze do ERM2.
Aby przystąpić do strefy euro, deficyt budżetowy nie może przekroczyć 3% PKB, a dług publiczny 60% PKB. Inflacja nie może być wyższa niż 1,5 pkt proc. średniego wzrostu cen w trzech krajach UE o najniższej inflacji, a długoterminowa stopa procentowa nie może być wyższa niż 2 punkty.
Korzyści
Wśród korzyści wymieniane są zarówno te ekonomiczne, jak i oddziałujące na naszą podświadomość. W kraju objętym strefą euro wyeliminowane jest ryzyko wahań kursów walutowych, co powoduje zwiększenie atrakcyjności inwestycyjnych kraju. Przyspiesza się tym samym tempo rozwoju gospodarczego. Ponadto zanikają koszty wymiany walut (które wynoszą około 0,4% dochodu państw UE) na rynku wspólnotowym. Ułatwione jest porównywanie cen w krajach strefy i pojawia się (ograniczona) możliwość ich wyrównania.
Wśród psychologicznych korzyści wymieniane są te prowadzące do świadomej integracji europejskiej. Euro jest kolejnym następstwem globalizacji – po podobnych towarach wypełniających austriackie i greckie półki przyszedł czas na płacenie za nie w tej samej walucie.
– „Przynależność do pomyślnie rozwijającego się obszaru szerszej wspólnoty, sygnowana walutą tego obszaru, jest bardzo ważna dla powstawania poczucia więzi europejskiej”.- jak informuje na portalu forsal.pl Zbigniew Bokszański z Katedry Socjologii Kultury Uniwersytetu Łódzkiego.
Zagrożenia
Eurosceptycy widzą we wspólnej walucie zagrożenie dotyczące postrzegania swojego narodu jako odrębnej całości. Martwią się, ze zaniknie świadomość narodowa, a kultura ulegnie zunifikowaniu. Nie można wykluczyć także problemów gospodarczych, jakich doświadczy nasz kraj, jeszcze w trakcie wprowadzania euro. Polska będzie bowiem zmuszona zrzec się swojej indywidualnej polityki ekonomicznej i poddać dyscyplinie finansów publicznych narzuconych przez EBC. To wykluczy możliwość łatwego podniesienia konkurencyjności eksportu i ograniczenia importu w poszczególnych krajach poprzez spadek wartości waluty krajowej. Dodatkowo dostosowywanie poziomu stóp procentowych do wspólnych wymogów może spowodować wzrost bezrobocia. Kantory nie będą już tak potrzebne jak dawniej w związku z czym ich właściciele stracą pracę. Natomiast banki przestaną zarabiać na wymianie euro w związku z czym mogą podnieść opłaty za inne swoje usługi.
Uda się czy się nie uda i jeśli tak - to kiedy?
Wspólna waluta jest jednym z założeń rządu premiera Donalda Tuska, który upatruje w niej stabilizatora polskiej gospodarki w czasach kryzysu i tym samym udowodnienia naszego potencjału ekonomicznego. Jednak nasze perspektywy szybkiego wkroczenia do strefy euro zawężają się z każdym dniem. W zeszłym roku rząd zakładał, że wzrost gospodarczy wyniesie 3%. Obecnie mówi się, że będzie on oscylował wokół 1,7% natomiast według obliczeń Komisji Europejskiej, nie przekroczy 1,4%. W dodatku rośnie nasz deficyt budżetowy i – zdaniem Komisji Europejskiej – może on wzrosnąć do 6,6% w tym i 7,3 % w 2010 roku.
Polscy politycy przyjmują różne daty wejścia do strefy euro – najpierw miał być to rok 2012, teraz już 2014. Powodem jest nasza sytuacja budżetowa – od 7 lipca jesteśmy objęci procedurą nadmiernego deficytu. Zdaniem Ryszarda Petru, ekonomisty BRE Banku uważa, że nasza sytuacja fiskalna poprawi się najwcześniej w 2011 roku. "W 2012 moglibyśmy wejść do ERM-2 a w dwa lata później przyjąć euro" - wyjaśnił.




m_wilk
2009-08-18, 22:52
no ja się zastanawiam jak to będzie z tą walutą w naszym kraju - czy bardzo wzrosną ceny? czy razem z cenami wzrosną pensje? czy wzrosną pensje a ceny nie? to by było najlepsze, no ale okaże się pewnie za kilka lat.