Przedszkola w Hiszpanii lepsze niż te w Polsce?
| 09.01.2012 | Autor: Chmurkowo | [ 0 komentarzy ] |
Przedszkole w Hiszpanii w mieście Albacete
Źródło: Wikimedia
- Wybierasz się do Hiszpanii?
- Zarezerwuj hotel w Hiszpanii
- Wynajmij samochód w Hiszpanii
- Podobne tematy:
- Eksperci z 26 krajów dyskutują o kierunkach zmian w edukacji
- E-learning i blended learning na seminarium w Warszawie
- Doskonalenie "Chlebem Powszednim" Nauczycieli Zawodu
- Hiszpania - inne artykuły:
- Studia w Hiszpanii - Buenos Dias Erasmus!
- „Tak” znaczy „nie”, czyli kilka słów o europejskich dziwactwach
- "Młodsza" siostra Mona Lisy
Jak wyglądają przedszkola w Hiszpanii w porównaniu z Polskimi? Serwis Chmurkowo przeprowadził rozmowę z wolontariuszką Cristiną Rierolą, która przedstawia swoje spostrzeżenia na temat edukacji przedszkolnej w Hiszpanii.
Mam na imię Cristina i od kilu miesięcy mieszkam w Polsce. Pochodzę z Hiszpanii i z wykształcenia jestem nauczycielką edukacji przedszkolnej (Early Childhood Teacher). Specjalizuję się w pracy z dziećmi w wieku przedszkolnym. Do Polski sprowadziła mnie wymiana wolontariuszy prowadzona przez Fundację Ferso. Cały program trwa 9 miesięcy, a ja realizuję go od września w Przedszkolu Miejskim nr 28 w Łodzi.
Polska, Łódź – pierwsze wrażenia
Do tej pory pobyt tutaj wiązał się dla mnie z wieloma momentami zaskoczenia. Kiedy po raz pierwszy przybyłam do Polski byłam bardzo zdziwiona faktem, że wszystko dookoła – plakaty, informacje na przystankach, reklamy - są w języku polskim, nie tak jak w Hiszpanii w języku angielskim, więc nie byłam w stanie zrozumieć czegokolwiek. Na początku pomyślałam, że będzie w związku z tym bardzo ciężko, ale teraz zaczynam uświadamiać sobie, że pomaga mi to w szybszej nauce języka polskiego, bo po prostu nie mam wyjścia – muszę wziąć do ręki słownik i tłumaczyć, tłumaczyć i tłumaczyć.
Kolejna rzecz, która bardzo mnie zaskoczyła to pogoda. Nie, nie - wcale nie deszczowa, ale słoneczna. Przybyłam do Polski pod koniec sierpnia i byłam pewna, że na lotnisku wychodząc z samolotu będę potrzebowała parasola, ciepłej kurtki, a być może rękawiczek. Jednak okazało się to tylko wyobrażeniem, które gdzieś przez lata kiełkowało w mojej głowie. Obecnie trochę się to zmieniło – nadeszła jesień i… jest bardzo, bardzo zimno. Wolę nie wyobrażać sobie zimy.
Zanim przybyłam do Łodzi sprawdzałam informacje o tym mieście w Internecie - chciałam wiedzieć jak najwięcej, aby jak najmniej mogło mnie zaskoczyć. Dowiedziałam się, że jest to – cytuję - „miejsce szare, ponure, pełne fabryk i bez jakichkolwiek ciekawych miejsc”. Mam wrażenie, że nic z tego, co czytałam, nie ma odniesienia w rzeczywistości. Odkąd tutaj przybyłam codziennie odkrywam coś nowego – zadziwia mnie piękno budynków, różnorodność miejsc i ludzi, których spotykam.
Przedszkola w Hiszpanii i Polsce – moje spostrzeżenia
Jestem tutaj od 3 miesięcy i oprócz tego wielkiego świata na zewnątrz codziennie obserwuję życie, które toczy się w przedszkolu na Bałutach, które niejednokrotnie mnie zaskakuje.
Dla przykładu: zastanawia mnie dlaczego nie uczycie dzieci czytać i pisać na etapie edukacji przedszkolnej. Wprowadzane są pewne podstawy do nauki tych kompetencji w przyszłości, jednak wydaje mi się, że hamuje to rozwój dziecka, które jest w tym okresie najbardziej otwarte na świat i nauczanie, a pisanie i czytanie jest przecież nieodłączną częścią tego świata.
W polskich przedszkolach istnieje też coś takiego jak oferta zajęć dodatkowych, w których biorą udział wybrane dzieci z poszczególnych grup– teatr, taniec, angielski, zajęcia artystyczne. W takim wypadku proces edukacji nie przebiega jednorodnie, nie wszyscy otrzymują szansę na pogłębianie wiedzy na podobnym poziomie.
Zdarza się, że podczas niektórych zajęć ze swoją nauczycielką zostaje jedno lub dwoje dzieci, a reszta w tym czasie uczy się na przykład angielskiego w sali obok. Domyślam się, że nie jest to dla dziecka komfortowa sytuacja – zapewne wolałoby ten czas spędzić ze swoją grupą, ucząc się nowych słówek w innym języku. W Hiszpanii zajęcia dodatkowe odbywają się tylko poza przedszkolem. Dzięki takiemu rozwiązaniu naturalny rytm dnia nie zostaje zaburzony, a dziecko, które na przykład pochodzi z biedniejszej rodziny i nie bierze udziału w zajęciach dodatkowych rzadziej czuje się osamotnione.
Niemniej jednak jest wiele pozytywów. Dzieci mają ciągły dostęp do różnych ośrodków kultury – wychodzą do biblioteki, teatru, co sprawia, że ciągle odkrywają i doświadczają czegoś nowego. Dzieci mają wiele kącików zainteresowań – przechodzą od jednej aktywności do kolejnej. W jednej chwili udają lekarza, by za chwilę przemienić się w kucharza przygotowującego najlepsze danie w okolicy. Podobnie jest w Hiszpanii, gdzie nauczyciele także starają się rozwijać jak najwięcej kompetencji i tworzą tak zwane „kąciki zainteresowań”, zupełnie jak w Polsce.
Co ciekawe, dzieci w przedszkolu mają wiele okazji do rozwijania słuchu muzycznego, wyczucia rytmu, ekspresji dzięki stosowaniu różnych zabaw muzyczno – ruchowych, piosenek w różnych językach. Uwielbiam też kontakt, który dzieci mają ze sobą nawzajem. Są wobec siebie bardzo czułe i opiekuńcze. W Hiszpanii dużo częściej zdarzają się bijatyki, dzieci są mniej empatyczne i często dochodzi do kłótni. Nie mam pojęcia z czego może to wynikać. Czyżby Hiszpanie byli bardziej skorzy do awantur, a Polacy łagodni jak baranki…?
Po przyjeździe do Polski i pierwszych odwiedzinach w przedszkolu byłam pod wrażeniem budynku, w którym jest umieszczone. Jest tutaj bardzo przytulnie, dzieci mają do dyspozycji ogród i dużo przestrzeni do zabawy w nim. W Hiszpanii przedszkole najczęściej mieści się w tym samym budynku, co szkoła, a dzieci nie mają dostępu do ogrodu, czy też placu zabaw.
Mój wybór – metoda projektu.
Generalnie praca nauczyciela w przedszkolu polskim i hiszpańskim wygląda bardzo podobnie. Nauczyciele tworzą plany, piszą scenariusze zajęć, przygotowują się do nich całymi dniami, a podjęte założenia realizują sukcesywnie w ciągu danego dnia, miesiąca, czy też roku. Jednak to dzieci podążają za nimi, a wydaje się, że powinno być odwrotnie. To nauczyciel powinien odpowiadać na potrzeby dziecka.
Po 5 latach studiów oraz zdobytym w Hiszpanii doświadczeniu dochodzę do wniosku, że jedyną metodą spełniającą ten warunek jest metoda projektu. Podczas pracy w jednym z hiszpańskich przedszkoli mogłam się jej przyjrzeć z bliska. Stosowała ją jedna z moich mentorek – nauczycielka, która jest dla mnie prawdziwym wzorem i przykładem do naśladowania. W tej metodzie bierze się pod uwagę głównie zainteresowania dziecka i rytm w którym rozwija się każde z nich. Nauczyciel spotyka się rankiem z dziećmi i pyta, czym chciałyby się dziś zająć- czasem punktem wyjścia do zajęć jest jakiś przedmiot przyniesiony przez jedno z nich lub wydarzenie jakie miało miejsce w kraju. Pewnego dnia zdarzyło się, że dzieci (czterolatki!) rozpoczęły rozmowę o sytuacji w Afryce, a wynikało to z faktu niezrozumienia przez nie walki, jaką toczą między sobą ludzie. Nauczyciel w jednej chwili obmyśla plan działania związany z tematem poruszonym przez dzieci,aby wpleść w temat wybrany przez dziecko wiedzę z matematyki, biologii, czy też fizyki. Nie jest to łatwa metoda, ale w przeciwieństwie do tej stosowanej powszechnie w Polsce nie stwarza matrycy do produkcji dzieci wg określonego wzoru. Nauczanie nie jest horoskopem, który przewiduje dla każdego dziecka tę samą przyszłość. Każde dziecko jest inne, znajduje się w innym środowisku i okolicznościach. Edukacja to proces, który jest adaptowany, zmieniany w każdym momencie życia każdego dziecka, którego dotyczy.
Z każdym kolejnym dniem w Polsce coraz mniej mnie zaskakuje – rodzice, którzy wciskają na dzieci 3 pary spodni i 2 bluzy, chociaż na zewnątrz mamy 25 stopni, czy też słowa, których wymówienie przyprawia mnie niejednokrotnie o zawrót głowy (mysz, czy też dżdżownica). Coraz częściej zaczynam odnajdywać podobieństwa między nami. Jakie konkretnie? Przyjedźcie do Hiszpanii i sami się przekonajcie.:)



