Islandia - sposób na niepogodę
| 29.08.2011 | Autor: Agata Kowal | [ 3 komentarze ] |
Reykjavik - stolica Islandii
Źródło: Wikipedia
- Wybierasz się do Islandii?
- Zarezerwuj hotel w Islandii
- Wynajmij samochód w Islandii
Islandia - kraj lodu i ognia, przez większość czasu zanurzony w ciemności, tętni jednak życiem i entuzjazmem swoich mieszkańców.
Mistrzowie wrzasku
W Islandii mieszka nieco ponad 300 tys. osób. To liczba porównywalna do naszego Lublina. Fenomenem jest tu już sam fakt, iż tak mała społeczność wydaje na świat niezliczone ilości kapel, kręci kilka filmów rocznie, a niemalże połowa mieszkańców wyspy to poeci… Ale co jeszcze bardziej zaskakujące, aktywność artystyczna Islandczyków jest nie tylko duża, ale przede wszystkim awangardowa, żywa, różnorodna. Najbardziej widać to na przykładzie tamtejszej sceny muzycznej.
Któż bowiem nie zna Björk, islandzkiej gwiazdy światowego formatu, nazywanej najbardziej barwnym elfem wysłanym z tej, nie mniej bajkowej wyspy. Jej sukces, najpierw z islandzkim zespołem Sugarcubes (w latach 80-tych), a później niesamowite dokonania solowe zainteresowały światowe wytwórnie muzyczne tym, co dzieje się na wyspie zagubionej gdzieś na północnym Atlantyku. A ta ma do zaoferowania bardzo dużo. Po Björk w świat wyruszyli tacy wykonawcy, jak GusGus, Sigur Ros czy Mum. Dokument o islandzkiej scenie muzycznej „Mistrzowie wrzasku” ukazuje, w jaki sposób specyfika wyspy wpływa na oryginalność i niepowtarzalność jej wykonawców. Nietypowe połączenie folkloru z nowymi brzmieniami to efekt tego, iż przy tak małej liczbie ludności, współpracować ze sobą muszą muzycy zainteresowani zupełnie odmiennymi nurtami.
Zły smak
Islandczycy mają jednak do swojej aktywności muzycznej zaskakujący dystans. Już członkowie zespołu Sugarcubes, podczas swego pierwszego wyjazdu z trasą do USA mówili: „Nie oczekujcie niczego od Sugarcubes, cokolwiek będziecie oczekiwać, i tak was zawiedziemy”. Bjork, niegdyś wokalistka grupy, zwraca uwagę, że chcieli oni jedynie występować w klubach i bawić się, ale – jak mówi wokalistka – świat potraktował ich serio.
Najsłynniejsza islandzka wytwórnia płytowa, założona z inicjatywy grupy Sugarcubes, to Smekkleysa, czyli Zły Smak. (Początkowo wytwórnia miała za zadanie walczyć z anglojęzyczną papką serwowaną w mediach). Wspiera ona po dziś dzień islandzką scenę niezależną. A rozmach tej sceny przywraca o zawrót głowy.
Wytłumaczenie tego fenomenu jest dość proste. Klimat Islandii, całe miesiące życia w ciemności, sprzyjają rozwojowi kultury i „wyżywaniu” się na polu artystycznym. Stąd niezliczone ilości młodych zespołów grających w knajpach. Trzeba podkreślić - w również niezliczonej ilości knajp. Typowy Islandczyk uwielbia bowiem spotkania towarzyskie, szalone imprezy i alkohol. To nałogowy bywalec klubów, kafejek i spelunek. Clubbing w stolicy kraju, Reykjaviku, w którym mieszka ponad połowa całej ludności wyspy, stanowi już legendę. Częściowo rozpropagowany został on przez szalone, ekscentryczne sceny z nocnego życia stolicy ukazane w filmie „101 Reykjavik”. Jak twierdzą sami Islandczycy, sceny te nie maja w sobie nic z przesady. Nocne życie w Reykjaviku jest rozbuchane, niepoprawne, przypomina trans. Nie dziwi to aż tak bardzo, ponieważ Islandczycy mają bardzo liberalne podejście do obyczajowości a przede wszystkim sfery seksualnej. Dla przyjezdnych ich bezpruderyjność i rozwiązłość jest wręcz karykaturalna.
Ísland best í heimi
Islandczycy to ludzie bardzo towarzyscy, kochający gromadzić się razem z byle powodu. Pomimo, że są to wielcy indywidualiści, wysoko cenią sobie życie społeczne i niekończące się dyskusje. Zebrania takie organizowane są wszędzie i zawsze. Każdy powód, aby się zgromadzić - w zakładzie pracy, wspólnotach mieszkaniowych, szkołach, ministerstwach - jest dobry, ale równie dobrze można wypić kawę i podyskutować bez najmniejszego celu. Islandia to kraj, w którym prezydent pije poranną kawę z kierowcą taksówki, gdzie nie ma dystansu pomiędzy pracownikami sklepów rybnych a najwyższymi urzędnikami. Mieszkańcy wyspy tworzą przyjemną dla każdego i bezpieczną społeczność, swój mikrokosmos - uroczy, przyciągający, ale – zamknięty. Islandczycy, jak na potomków Wikingów przystało, to naród bardzo dumny i ceniący swoją niezależność. Są oni dumni ze swojej kultury, sztuki i osiągnięć. Ale jednym z największych skarbów narodowych na wyspie, symbolem ich niezależności i indywidualności, jest niezmienny od wieków - język islandzki. Bardzo charakterystyczny, nieprzyjmujący wpływów z zewnątrz stanowi wręcz obsesję mieszkańców wyspy. Islandczycy zakładają komitety ochrony języka, które zawzięcie chronią go przed inwazją języka angielskiego. Zastępstwa do ogólnie przyjętych zwrotów międzynarodowych wyszukują w starożytnych sagach Wikingów. I tak, żeby uniknąć słowa „telefon” wygrzebano simi, oznaczające nić, natomiast „satelita” to geryitungl, połączenie słów „sztuczny” i „księżyc”. W ten sposób Islandczycy, chociażby tylko symbolicznie, unikają jakichkolwiek wpływów ze strony świata anglojęzycznego. Może to i lepiej – i dla Islandczyków, i dla świata. Oni mają swoją Islandię, zwycięską i bezpieczną, a my mamy wszystko to, co dzięki swej specyfice może zaoferować nam ich kultura. Nie da się bowiem ukryć iż niesamowita, bezkresna przyroda wyspy, jak również jej izolacja - geograficzna i kulturowa, kształtuje niecodzienną wrażliwość żyjących tam ludzi.




dziadziong
2011-08-30, 21:33
na prawdę bardzo ciekawe, wręcz rozszerzyło mój wąski pogląd na ten kraj:)