Przeciwnicy euro - koniec wspólnej waluty?
| 28.06.2011 | Autor: Agata Koim | [ 0 komentarzy ] |
W czasach kryzysu finansowego wielu Niemców chciałoby wrócić do swojej waluty.
Źródło: Wikipedia
- Chcesz pozyskać fundusze unijne?
- Złóż zapytanie ofertowe! >>
- Podobne tematy:
- Europejski Plan Odbudowy Gospodarczej - bliżej wyjścia z kryzysu?
- Nasi rywale na Euro 2012 - reprezentacja Czech
- Grecja: fiasko rozmów koalicyjnych. Następne wybory już za miesiąc
- Unia Europejska - inne artykuły:
- Komisja Europejska: W Brukseli rusza Zielony Tydzień
- Odnowiona strategia lizbońska - konieczne zmiany?
- Staż dziennikarski w Parlamencie Europejskim
W dobie ostatnich krachów gospodarczych, przede wszystkim Grecji, coraz więcej słyszy się o tęsknocie za starymi walutami narodowymi.
Powrotu do walut narodowych chcą politycy...
Radykalne nastroje można zauważyć w bardziej prawicowych partiach politycznych. Stanowczym zwolennikiem powrotu do guldena jest Geert Wilders, kontrowersyjny polityk Partii Wolności. Wtóruje mu Rita Verdonka z ugrupowania Dumni Holendrzy. Oboje politycy sprzeciwiają się także pomocy finansowej dla Grecji.
Podobne nastroje można spotkać we Francji. Marine Le Pen z Frontu Narodowego bardzo głośno mówi o tym, że Francja powinna natychmiast opuścić strefę euro. Te same rady kieruje w stronę krajów dotkniętych kryzysem – czyli Portugalii, Irlandii i Grecji. Pani polityk podkreśla, że euro przyniosło same problemy, pomimo zupełnie innych zapewnień. W zeszłym roku polityk partii Debout la République - Nicolas Dupont-Agnain także mówił o konieczności powrotu do walut narodowych. Stawiał też przykład Szwecji i Danii jako państw, które skorzystały na braku wspólnej waluty.
W Niemczech politycy raczej starają się nie mówić źle o euro, a kanclerz Merkel twardo zapewnia o możliwości wyjścia z kryzysu i o tym, że euro mimo wszystko ma się dobrze. Zdarzają się wyjątki, do których należy Peter Gauweiler z Unii Chrześcijańsko-Społecznej w Bawarii, który kpiąco wypowiada się o euro jako o walucie esperanto.
Triumfy świętują eurosceptycy. Prezydent Czech, Václav Klaus, jest bardzo szczęśliwy, że kraj nie wszedł do sfery euro. Ekonomista i szef czeskiego banku centralnego Miroslav Singer, przyznaje otwarcie, że Czechy nie śpieszą się z podjęciem tego kroku.
... i obywatele
Warto podkreślić, że najbardziej znani eurosceptycy i ich partie cieszą się dużym poparciem wśród społeczeństw. Ugrupowanie Wildersa jest trzecią co do wielkości siłą w rządzie holenderskim. Marine Le Pen cieszy się większym poparciem niż prezydent Nicolas Sarkozy. Partia Timo Soiniego Prawdziwi Finowie stała się w kwietniu tego roku trzecią siłą w parlamencie. Soini, znany z eurosceptycyzmu jest bardzo przeciwny udzielaniu pomocy finansowej Portugalii.
Tak duże poparcie eurosceptyków wynika z niezadowolenia samych obywateli UE. Jest to spowodowane kilkoma czynnikami. Po pierwsze, wprowadzenie euro spowodowało znaczne pogorszenie się standardu życia w niektórych państwach. Wielu obywateli podkreśla, że egzystencja stała się o wiele droższa, pomimo że pensje utrzymują się na tym samym poziomie. Sprawiło to, że wielu ludzi ledwo wiąże koniec z końcem. Przykładem może być Słowacja czy Słowenia, która prawdopodobnie jest kolejnym kandydatem do krachu finansowego. To właśnie euro jest wskazywane za przyczynę kryzysów gospodarczych części państw. Z zazdrością patrzy się na Danię, Szwecję czy Wielką Brytanię, które zdecydowanie odmówiły przystąpienia do unii monetarnej.
Po drugie, rośnie frustracja nieustanną koniecznością udzielania pomocy finansowej, zwłaszcza Grecji. Szczególnie mocno widać te nastroje w Niemczech, które ponoszą największe obciążenia. Niezadowoleni są obywatele, którzy bardzo chcieliby wrócić do marki. Wielu z nich uważa, że wejście do euro było złym pomysłem. Niezadowoleni są także Holendrzy. Wspomniani wcześniej Wilders i Verdonka podkreślają, że pieniądze dane Grecji nigdy się nie zwrócą, a koszty tej pomocy ponoszą zwykli obywatele, którzy ciężko pracują. Nastroje te podzielają także mieszkańcy innych państw, które odmawiają pakietów pomocowych dla Grecji. Frustracja jest tym większa, że obywatele i politycy są świadomi tego, iż Grecy chętnie przyjmują pomoc i chcą coraz więcej pieniędzy, ale sami protestują przeciwko oszczędnościom i koniecznym restrukturyzacjom. Co więcej, na jaw wychodzi polityka oszukiwanie UE przez Grecję w zakresie stanów finansów przed i po wejściu unii monetarnej, a także grecka korupcja, unikanie płacenia podatków itd. Coraz jaśniejsze staje się to, że Grecja sama jest winna kryzysowi, a w dodatku nie robi nic, żeby z niego wyjść.
Pojawiają się też głosy, że decyzja o wprowadzeniu euro była tak naprawdę decyzja polityczną, a nie ekonomiczną, a powrót do walut narodowych byłby przyznaniem się UE do ogromnej porażki. Doktor Eryk Łono z Katedry Bankowości Akademii Ekonomicznej w Poznaniu podkreśla, że euro nie spełnia warunków potrzebnych do sprawnego funkcjonowania unii monetarnej; jedną z przyczyn są zbyt duże różnice gospodarcze między krajami członkowskimi. Ekonomista podkreśla, że jeśli dysproporcje te utrzymają się, upadek euro może stać się rzeczywistością. Dodatkowo, unia walutowa odebrała poszczególnym członkom prawa do suwerennej polityki pieniężnej. Dążenia Merkel i Sarkozy'ego do jeszcze większej centralizacji polityki finansowej euro może zwiększyć poczucie zagrożenia i chęć do powrotu do autonomii finansowej.
Źródło: http://mercurius.myslpolska.pl/; http://wyborcza.biz



