Saragossa, czyli park po hiszpańsku
| 12.05.2011 | Autor: Katarzyna Dylik | [ 0 komentarzy ] |
Saragossa - piąte co do wielkości hiszpańskie miasto zlokalizowane jest w autonomicznym regionie, będącym w przeszłości królestwem Aragonii
Źródło: picasaweb.google.com
Im cieplej, tym więcej mieszkańców chwyta promienie słońca w największym parku w mieście
Źródło: picasaweb.google.com
- Wybierasz się do Hiszpanii?
- Zarezerwuj hotel w Hiszpanii
- Wynajmij samochód w Hiszpanii
- Podobne tematy:
- E-learning i blended learning na seminarium w Warszawie
- Czego uczą się mieszkańcy dawnego Bloku Wschodniego?
- W geście solidarności z wolną Białorusią - nauka języka białoruskiego
- Hiszpania - inne artykuły:
- „Tak” znaczy „nie”, czyli kilka słów o europejskich dziwactwach
- "Młodsza" siostra Mona Lisy
- Hiszpania: Rajoy obiecuje zmniejszenie deficytu budżetowego w 2012 r.
Niewystarczająca ilość źródeł na temat Saragossy w sieci i totalne zauroczenie miastem skłoniły mnie do podzielenia się jego urokami i uchylenia rąbka tajemnicy, a może raczej saragosskiej magii.
Od pół roku uczę się Saragossy. Saragossa natomiast uczy się mnie.
Tytułowe miasto popularnego Rękopisu autorstwa Jana Potockiego, widziane oczami Polki, studentki finalnego roku prawa, która przez większość czasu ma różowe okulary. Piąte co do wielkości hiszpańskie miasto zlokalizowane jest w autonomicznym regionie, będącym w przeszłości królestwem Aragonii
http://www.unizar.es/fbauz/aragon.html
W regionie najpopularniejszymi miastami są Zaragoza, Teruel i Huesca wraz z pobliską Jacą. Saragossa/Zaragoza położona jest nad rzeką Ebro.
Trochę jak Kolumb
W stolicy Aragonii niemal codziennie odkrywam kolejne miejsce, które sprawia, że przystaję i napawam się pięknym widokiem. Moc saragosskiej magii, która na mnie permanentnie oddziałuje, bierze się z największego parku (Parque Grande) zwanego od niedawna José Antonio Labordeta na cześć piosenkarza, polityka, pisarza i profesora, który zwykł spędzać czas w owym największym parku w mieście. Ciężko mu się zresztą dziwić, im cieplej tym więcej mieszkańców chwyta promienie słońca siedząc na parkowych ławkach czy przechadzając się alejkami. Grupy młodych Hiszpanów organizują pikniki na trawie, wspólnie się uczą, grają w piłkę a wieczorami odbywa się tu tzw. botellon, czyli zakrapiany before party pod chmurką. Od rana do późnych godzin wieczornych zapaleni sportowcy, jak również amatorzy biegania, wypacają siódme poty. W weekendy ‘parkowe’ życie wrze, całe rodziny spacerują, gonią za dziećmi uczącymi się jeździć na rowerze czy rolkach. Obrazek biegających psów i nawołujących ich panów napawa niezwykłym optymizmem.
Ogród botaniczny
W ogrodzie botanicznym, który mieści się w parku, pełno kotów, jest też mały staw, który zachwyca wieczorem. Delikatnie oświetlony kryje wśród traw śpiące łabędzie i kaczki. Kojący widok, niezbędny by wyciszyć się przed snem. Przy wejściu do ogrodu rosną drzewa, które z początku oceniłam jako pomarańczowe, owoc jednak okazał się wyjątkowo kwaśny, porównywalny raczej do rodzaju grejpfruta. Bez dwóch zdań jednak korona drzew ozdobiona pomarańczowymi bombkami lśniącymi w blasku słońca ma swój urok. Aż chce się wyciągnąć aparat fotograficzny i zatrzymać tę chwilę.
Jardin de la Victoria
Nieopodal parku znajduje się odkryta niedawno przeze mnie alejka z kolorowym "Ogródkiem Victorii", nie znam historii, ale wydaje mi się, że jakaś mała artystka macza w tym palce, malując farbami kamienie i sadząc roślinki. Pośrodku można zobaczyć wsadzoną w ziemię marzannę z tabliczką "nie wiem co jest we mnie takiego śmiesznego, że wszyscy się patrzycie". Mijają mnie starsze małżeństwa idące pod rękę, wytrwali biegacze i właściciele psów z pupilami. Uśmiecham się do psiaków, bo nie umiem inaczej.
"Ale kanał"
Droga prowadzi lekko w dół, spaceruję mając po prawej rzeczkę oddzieloną balustradą i lampami. Musi tam być pięknie wieczorem – zapisałam na liście "do zrobienia".
Alejka przechodzi w ruchliwą ulicę Fernando El Catolico, a stąd już blisko do domu. Jak na zamówienie otworzyli przed kilkoma dniami budkę z włoskimi lodami. Nie byłabym sobą gdybym nie weszła i nie zgrzeszyła zamawiając dwie czekoladowe gałki. Szczęśliwa wracam do mieszkania.
Los Argentinos
W wejściu do windy mijam się z Pauline, moją współlokatorką z Francji. Idzie na kolację ze znajomymi z fakultetu. Ja dziś do nich nie dołączę, choć ostatnim razem posiłek przygotowany przez uroczych Argentyńczyków (cóż za fantastyczny naród, aż się prosi by więcej o nich napisać!) przy akompaniamencie argentyńskiej muzyki był przepyszny. Kiedy gościmy u nich to obowiązuje zasada, że rozmawiamy tylko po hiszpańsku, francuski i angielski nie mają racji bytu, nie wspominając o języku polskim (w tym przypadku rozmawiałabym ze swoim odbiciem w lustrze). A jako, że argentyński akcent różni się od kastylijskiego, trzeba się skupić i nierzadko prosić po raz piąty o powtórzenie historyjki czy pytania. Jednak takie lekcje są najprzyjemniejsze i odważę się nawet ocenić je jako bardziej efektywne niż te, które mam codziennie w szkole.
Szkoła
Uczę się hiszpańskiego na Uniwersyteckim Instytucie Językowym w grupie wielonarodowej. Dwie Niemki: Julia i Vanessa, Irlandka - Deborah, Szwedka - Marie, Japonka - Manabi, Koreanka - Se Rim, Chińczyk, którego nazywamy Vino i ja – Polka z krwi i kości. Uwielbiam porównywać kulturę, zwyczaje, kuchnię i język. Każda rozmowa z moją językową grupą niezwykle otwiera umysł. Dzisiaj po zajęciach poszłyśmy w żeńskim gronie posilić się. Nie muszę chyba mówić gdzie siedziałyśmy... Załączam zdjęcia.
Centrum miasta
Pomijając moje parkowe zauroczenie, dla urozmaicenia lubię spacery do centrum. Drepczę ulicą Gran Via, która jest od miesiąca nie do poznania i tu pozwolę sobie na małą dygresję. Otóż ruszyła linia tramwajowa i powstała aleja na środku drogi dla pieszych. Chyba jest za mało miejsca dla samochodów po tej przebudowie/renowacji, ale jako że w Hiszpanii nie jestem kierowcą to egoistycznie nie traktuję tego faktu jak swoje zmartwienie. Do 17 kwietnia można było sobie zafundować darmową przejażdżkę nowym środkiem transportu, jakim jest tranvia. No to ruszamy!
Zapraszam do obejrzenia zdjęć mojego autorstwa: picasaweb.google.com



