Grecki ruch społeczny "Nie płacę" rozszerza się
| 10.02.2011 | Autor: Dagmara Ikiert | [ 0 komentarzy ] |
UE kontroluje przyznawanie Grecji pożyczki w wysokości 110 mld euro
Źródło: rgbstock.com
- Wybierasz się do Grecji?
- Zarezerwuj hotel w Grecji
- Wynajmij samochód w Grecji
- Podobne tematy:
- Europejski Plan Odbudowy Gospodarczej - bliżej wyjścia z kryzysu?
- Grecja: fiasko rozmów koalicyjnych. Następne wybory już za miesiąc
- Komisja Europejska ostrzega: uwaga na kredyt przez Internet
- Grecja - inne artykuły:
- Wybory parlamentarne w Grecji - co dalej?
- Już w niedzielę przedterminowe wybory parlamentarne w Grecji
- Nasi rywale na Euro 2012 - reprezentacja Grecji
Podczas gdy eksperci UE i MFW weryfikują finanse Aten, które doprowadziły do kryzysu, coraz więcej Greków odmawia zapłaty za transport czy opiekę medyczną, kontynuując ruch "Nie płacę".
SOS dla upadającej gospodarki
Chociaż nowa misja Komisji Europejskiej, Europejskiego Banku Centralnego i Międzynarodowego Funduszu Walutowego koncentruje się na Atenach, znaczenie ruchów obywatelskich sprzeciwiających się wzrostowi cen rośnie z dnia na dzień. W stolicy kraju Homera, przez cały najbliższy tydzień, nowa komisja złożona z ekspertów z tzw. trójki będzie kontrolować zarządzanie budżetem oraz postęp reform podjętych przez socjalistyczny rząd, w celu zadecydowania o udzieleniu Grecji czwartej raty pożyczki z 110 mld euro. Jeżeli rząd pozytywnie przejdzie kontrolę, w marcu otrzyma kolejne 15 mld euro na ratowanie zubożałej gospodarki.
Społeczna kontestacja wzrostu cen
Mimo wysiłków rządzących, każdego ranka przedstawiciele tak zwanego ruchu "Nie płacę" przeprowadzają najróżniejsze akcje mające na celu zamanifestowanie ich sprzeciwu dotyczącego drożyzny życia w Grecji. W punktach poboru opłat na autostradach podnoszą szlabany, umożliwiając bezpłatny przejazd najważniejszymi drogami krajowymi, przy wejściu do stacji metra w stolicy blokują plastikowymi torbami kompostowniki, a w publicznych szpitalach rozdają ulotki namawiające pacjentów do niepłacenia za podstawową opiekę zdrowotną. Począwszy od 1 lutego, kiedy to rozpoczęto wdrażanie nowych, wyższych cen, tego typu akcje społeczne są coraz częstsze, a ruchy coraz liczniejsze. Obserwatorzy liczą je już w setkach! Niezgadzający się z rządową polityką obywatele, od nieprzynoszących skutków demonstracji, wolą łamanie prawa. Co ciekawe, jest to trend, który budzi ogromną sympatię opinii publicznej. "Większości z nas nie stać na płacenie, ale nie chcemy protestować" - podkreśla Giorgos Kosmopoulos, członek ruchu "Nie płacę".
Zamęt wśród ludności
Po podwyżce podatku VAT z 19 do 23% w kilka miesięcy ceny rozmaitych produktów oraz usług poszły drastycznie w górę. Tak więc, np. za bilet autobusowy lub do metra trzeba teraz zapłacić 1,40 euro zamiast 1 euro, mimo iż minimalna płaca pozostaje na tym samym poziomie, wynosząc zaledwie 592 euro. Giorgos Kosmopoulos podkreśla, iż sytuacja w jakiej rząd postawił Greków jest absurdalna: "Drogi, których budowę datuje się jeszcze na lata 50, są ponure i niebezpieczne, ale my jesteśmy zmuszeni zapłacić za przyszłe konstrukcje, zwłaszcza, że państwo nie zapewnia alternatywnych tras. Rolnik, często nie ma wyboru, jak tylko zapłacić za przejazd drogą krajową by dostać się z jednego pola na drugie!" Ten oraz wiele innych ruchów protestacyjnych, zalewają falą całą Grecję, w tym przede wszystkim szpitale publiczne. Odzwierciedlają one strach olbrzymiej grupy społeczeństwa, którą wykrwawił program oszczędnościowy rządu. Według socjologa polityki, Kirtsosa Giorgosa: "Zwłaszcza Grecy zaczynają zdawać sobie sprawę, że nie zakończyło się jeszcze zaciskanie pasa. Tracą przede wszystkim zaufanie do systemu politycznego. Dowodem może być np. sytuacja, w której olbrzymia ilość kredytobiorców już w czasie zadłużania się wie, iż nie będzie w stanie spłacić zobowiązania na czas. W takiej trudnej życiowej pozycji, nawet obecność oraz kontrola tzw. trójki nie jest pocieszająca."



