Hiszpańska wojna futbolowa
| 02.12.2010 | Autor: Leszek Drozdalski | [ 0 komentarzy ] |
Camp Nou - stadion FC Barcelony i arena ostatniego Gran Derbi Europa.
Źródło: Wikipedia
David Villa - nowy idol Katalończyków.
Źródło: Wikipedia
José Mourinho z okresu pracy w Interze Mediolan. Po poniedziałkowym meczu miał zupełnie inna minę.
Źródło: Wikipedia Commons
- Wybierasz się do Hiszpanii?
- Zarezerwuj hotel w Hiszpanii
- Wynajmij samochód w Hiszpanii
- Podobne tematy:
- Nasi rywale na Euro 2012 - reprezentacja Czech
- Nasi rywale na Euro 2012 - reprezentacja Rosji
- Niemcy chcą zbojkotować Euro 2012 na Ukrainie
- Hiszpania - inne artykuły:
- „Tak” znaczy „nie”, czyli kilka słów o europejskich dziwactwach
- "Młodsza" siostra Mona Lisy
- Hiszpania: Rajoy obiecuje zmniejszenie deficytu budżetowego w 2012 r.
W poniedziałek całą piłkarską Europę zajmowało tylko jedno wydarzenie – mecz Barcelony i Realu. Pojedynki tych drużyn od samego początku były czymś więcej niż tylko zawodami sportowymi.
Katalonia versus Kastylia
Katalonia jest najbardziej na wschód wysuniętą prowincją Hiszpanii. Graniczy z Francją i Andorą. Od wielu lat Katalończycy dążą do suwerenności. Mają swoją flagę, godło, hymn, język oraz bogatą kulturę. Mają też swoją ukochaną drużynę – FC Barcelonę – złożoną w dużej mierze z wychowanków silnie utożsamiających się z regionem. Wielu uważa ją za katalońską reprezentację narodową. Spora grupa piłkarzy, trenerów i działaczy sportowych tego słynnego klubu było w przeszłości i jest nadal powiązanych z organizacjami działającymi na rzecz oderwania Katalonii. Niektórzy zawodnicy Barcelony odmawiali nawet gry w reprezentacji Hiszpanii, nie traktując jej jak ojczyzny.
Katalończycy mają też swojego głównego wroga, który od dziesięcioleci sprzeciwia się secesji ich prowincji. Chodzi tu rzecz jasna o władzę centralną, której siedzibą jest znienawidzony przez nich Madryt. W stolicy Hiszpanii, która jest również stolicą prowincji Kastylia są dwa słynne kluby – Atletico i Real – ale utarło się, że to ten drugi jest symbolem centralizmu, frankizmu i wielu innych rzeczy, których nienawidzą Katalończycy. Dlatego też mecze Realu i Barcelony są czymś więcej niż tylko stojącą na najwyższym poziomie rywalizacją sportową – to istna wojna!
Messi versus Ronaldo
Oba hiszpańskie kluby naszpikowane są gwiazdami światowego futbolu. Piłkarze Barcelony stanowią trzon reprezentacji Hiszpanii (czasami w pierwszej jedenastce gra nawet 8 Katalończyków!). W Realu występują takie sławy, jak Brazylijczyk Kaka czy argentyński goleador Higuain (obaj z powodu kontuzji nie zagrali w poniedziałkowym meczu). Najważniejsi są jednak Lionel Messi i Cristiano Ronaldo. Od kilku lat na przemian wygrywają oni wszystkie plebiscyty na najlepszego piłkarza i zdobywają dziesiątki bramek. Przez pewien czas wydawało się, że ten sezon będzie należał do Ronaldo, który seryjnie trafiał do bramki oraz wypracowywał mnóstwo sytuacji swoim partnerom. W ostatnich kolejkach ligi hiszpańskiej to jednak Messi osiągnął wyższą formę i prawie dogonił swojego rywala w klasyfikacji najlepszych strzelców. Aktualnie Ronaldo ma na koncie 15 bramek, a Messi 13 (trzeci w kwalifikacji Fernando Llorente uzbierał ich zaledwie 9).
Real versus Barcelona
W poniedziałkowy wieczór na stadionie Camp Nou liczyła się tylko jedna drużyna. Trenowani przez Pepa Guardiolę piłkarze Barcelony dosłownie zmietli z powierzchni ziemi jedenastkę Realu. Skończyło się na 5-0, ale bramek mogło być więcej. Świetne zawody rozegrał Messi, który zaliczył dwie asysty i wielokrotnie uprzykrzał życie madryckim obrońcom. Wszystkich przyćmił jednak David Villa, który sam strzelił dwie bramki, a ponadto wypracował gola Pedro. Do bramki Realu trafili również Xavi oraz młodziutki Jeffren, który chwilę wcześniej wszedł na boisko z ławki rezerwowych. Właściwie wszyscy piłkarze Barcelony spisali się na medal. Momentami wręcz porażała dokładność ich podań i konsekwencja w grze. Piłkarzom Realu co rusz puszczały nerwy i brutalnie faulowali. Sędzia pokazał im w sumie 6 żółtych kartek i jedną czerwoną, a powinien znacznie więcej. Całkowicie zdominowani przez Katalończyków (Barcelona była przy piłce przez 67% czasu, Real zaledwie 33%) zachowywali się jakby nie wiedzieli, co się wokół nich dzieje. Trener Realu, słynny José Mourinho w drugiej połowie siedział na ławce rezerwowych z założonymi rękami i z niedowierzaniem patrzył na murawę. Nigdy drużyna przez niego prowadzona nie odniosła tak wysokiej porażki. Warto przypomnieć, że Real pod jego wodzą w tym sezonie nie przegrał ani razu. Proszę więc sobie wyobrazić jakim szokiem musiało być dla kibiców 5-0 z odwiecznym rywalem. Następne El Clásico dopiero na wiosnę. Mourinho i jego piłkarze mają więc dużo czasu na przemyślenie swoich błędów i opracowanie strategii, która pozwoli im pokonać FC Barcelonę. Tylko w ten sposób mogą zmyć z siebie hańbę, jaką w oczach milionów kibiców okryli się w poniedziałek na Camp Nou.



