Unijny korpus dyplomatyczny bez naszych ambasadorów
| 25.08.2010 | Autor: Szymon Szymański | [ 0 komentarzy ] |
Wysoki Przedstawiciel Unii Europejskiej ds. Wspólnej Polityki Zagranicznej i Bezpieczeństwa - Catherine Ashton (po lewej)
Źródło: Wikipedia
Minister Spraw Zagranicznych RP
Źródło: Wikipedia
- Chcesz pozyskać fundusze unijne?
- Złóż zapytanie ofertowe! >>
- Podobne tematy:
- Chcesz zostać attaché lub ambasadorem? Dołącz do Akademii Młodych Dyplomatów!
- Muammar Kaddafi nie żyje
- Konferencja COFACC o Partnerstwie Wschodnim
- Unia Europejska - inne artykuły:
- E-learning – efektywne nauczanie w Europie
- Grecja: Venizelos nie zgadza się na kontrolę budżetu
- KE: polski satelita będzie nazwany imieniem ZOFIA!
W ramach Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych powstał raport, według którego tylko dwóch na 115 ambasadorów pochodzi z nowych państw członkowskich.
Dyplomacja UE
Od momentu kiedy Polska przystąpiła do UE w 2004 roku, kraje „starej” Unii nadal kontrolują dyplomację unijną. We wrześniu Wysoki Przedstawiciel, Catherine Ashton (będąca odpowiednikiem ministra spraw zagranicznych), powoła 30 ambasadorów reprezentujących UE. Ashton ma do swojej dyspozycji Europejską Służbę Działań Zewnętrznych powołaną na mocy Traktatu Lizbońskiego, w ramach której będą działać nowo wybrani ambasadorowie. UE planuje wydawać rocznie na działalność dyplomatyczną 3 miliardy euro, co stanowi ponad 2 procent budżetu całej Unii.
Raport PISM
Raport zatytułowany "Analiza obsady stanowisk delegatur Unii Europejskiej w przededniu powołania Europejskiej Służby Działań Zewnętrznych" zawiera szereg informacji. Dotyczą one między innymi tego, iż liderami obsadzanych placówek są Francuzi i Włosi, którzy mają po 16 ambasadorów, Belgowie mają 15, Niemcy 11, Hiszpanie i Anglicy po 10 ambasadorów. W gronie przyszłych szefów misji dyplomatycznych nie ma żadnego Polaka. Tylko 2 ambasadorów spośród 115 unijnych dyplomatów tej rangi, pochodzi z nowych krajów Wspólnoty, są nimi Węgier i Litwin.
Dlaczego nie ma polskich ambasadorów?
Według raportu, tak słaba reprezentacja nowych państw członkowskich może wynikać z niskiego poziomu zatrudnienia obywateli nowych państw UE w DG RELEX, czyli Dyrekcji Generalnej KE, która odpowiada za stosunki zewnętrzne.
Najwięcej, bo aż 19% pracowników powyższej instytucji pochodzi z Belgii, 11% z Hiszpanii oraz Francji, 9% z Włoch, 8% z Wielkiej Brytanii, 7 % z Niemiec, 22 % z pozostałych państw piętnastki. Pracownicy DG RELEX z nowych państw członkowskich stanowią zaledwie 13 % stanu osobowego.
Współautorka raportu podkreśliła, iż konsekwencją takiego stanu jest znacznie krótszy staż nowych państw członkowskich. Silna reprezentacja Belgów jest wynikiem lokacji siedziby Komisji. Istotnym faktem jest również znajomość języków obcych. Znacznie łatwiej jest tym obywatelom, których język roboczy jest językiem oficjalnym.
Zadanie Polski
Minister Mikołaj Dowgielewicz, który jest sekretarzem stanu ds. europejskich i polityki ekonomicznej w MSZ, potwierdza, iż Polska zabiega o stanowiska ambasadorów UE, a także pracuje nad tym aby posiadać odpowiednich kandydatów do takich stanowisk. Współautor raportu PISM, Jakub Kumoch radzi, aby zwiększyć naszą pozycję w Unii musimy posiadać silnych kandydatów, najlepiej z doświadczeniem na stanowiskach rządowych. Właściwą kandydaturą w tej sytuacji , aby zwiększyć naszą pozycją mogłaby być kandydatura byłego premiera albo byłego szefa MSZ.
Dalsza procedura
We wrześniu Wysoki Przedstawiciel, Catherine Ashton, wyłoni ponad 30 ambasadorów. Potencjalni kandydaci nie muszą zdawać żadnych egzaminów. Ich wybór jest całkowicie uzależniony od stanowiska Wysokiego Przedstawiciela, który sam dokonuje wyboru na podstawie oceny kompetencji oraz rozmowy z kandydatem.
Kontrowersje
W ramach raportu, przeprowadzono badania odnośnie znajomości języków obcych przez ambasadorów. Według badań poważny problem pojawia się gdy dany język w UE nie jest używany jako jeden z 23 oficjalnych. Dobitnym przykładem są ambasadorowie w Moskwie i Kijowie, którzy nie znają języka rosyjskiego i ukraińskiego.
Propozycje ambasadorów w Kijowie i Moskwie można tłumaczyć jako wynik kompromisu, który miałby polegać na tym, iż przedstawiciele krajów, które chciałyby prowadzić własną politykę w stosunku do wschodnich sąsiadów Unii nie będą jej prowadzić. Takim przykładem mogą być Niemcy. Natomiast, co warte podkreślenia, państwom „starej” Unii nie przeszkadzało, aby do krajów będących dawnymi koloniami brytyjskimi, francuskimi czy hiszpańskimi wysyłać ambasadorów z Wielkiej Brytanii, Francji i Hiszpanii. Najwidoczniej w tym przypadku można prowadzić własną politykę.
Z powyższych przykładów widać, iż Unia Europejska nadal nie mówi jednym głosem, liczą się indywidualne interesy poszczególnych państw. Do września należy poczekać na ostateczne decyzje Catherine Ashton, natomiast cała sprawa jest co najmniej kontrowersyjna, żeby nie powiedzieć, że skandaliczna.
Źródła:
www.rp.pl
www. wyborcza.pl



