Unia bez prędkości
| 10.05.2009 | Autor: | [ 0 komentarzy ] |
Źródło: stock.xchng
- Chcesz pozyskać fundusze unijne?
- Złóż zapytanie ofertowe! >>
- Podobne tematy:
- Strategia Lizbońska - liberalizacja telekomunikacji i polityki transportowej
- Starzenie się społeczeństwa - opublikowano raport
- Europejski Kongres Gospodarczy 2012 dobiegł końca
- Unia Europejska - inne artykuły:
- Staż dziennikarski w Parlamencie Europejskim
- Studia europejskie na najwyższym poziomie - Kolegium Europejskie
- Strategia Lizbońska - zatrudnienie drogą do wzrostu konkurencyjności gospodarki
Unia Europejska rozwija się nieprzerwanie od 50 lat. Czasem szybciej, czasem wolniej, ale proces integracji trwa. Przynajmniej jeśli chodzi o gospodarkę, bo w kwestiach politycznych Unia ostatnio ostro zahamowała.
„Nie” Irlandii wobec Traktatu Lizbońskiego
Irlandzkie „nie” dla Traktatu, może, w zależności czy przyjmiemy wariant optymistyczny, czy pesymistyczny, oznaczać dwie rzeczy. W pierwszym przypadku mieszkańcy Zielonej Wyspy odrzucili dokument, z powodu kilku krzywdzących ich zdaniem przepisów. Problem dotyczy więc tylko skromnej jego części, która swoją drogą nie opisuje spraw dla przyszłości Unii fundamentalnych. Problem nie jest więc duży, bo ewentualne zmiany w Traktacie byłyby kosmetyczne. W drugim przypadku irlandzkie „nie” było wypowiedziane nie tyle w stosunku do Traktatu Lizbońskiego, ile do całej Unii. To protest obywateli wobec Unii w jej obecnym kształcie. Sprzeciwiają się oni rosnącej biurokratyzacji unijnych struktur, co prowadzi do odcięcia się urzędników z Brukseli od szarego obywatela i jego spraw. Argumenty te wydają się zrozumiałe, ale fakt odrzucenia w tak krótkim czasie dwóch projektów (wcześniej Konstytucji Dla Europy) reformy UE wskazuje na dużo poważniejsze przyczyny, a co za tym idzie dużo poważniejszy problem.
Integracja gospodarcza a polityczna
Za obecnym kryzysem stoi ten sam demon, który straszy Europę od samego początku procesu integracji. Jest to rozdźwięk między integracją gospodarczą, a integracja polityczną. Podpisanie Traktatu Paryskiego i stworzenie wspólnego europejskiego rynku (choć nie bezproblemowe) można uznać za sukces bez precedensu. Natomiast, mimo licznych inicjatyw, oraz gorących orędowników wśród politycznej elity Europy, integracja na poziomie politycznym pozostaje daleko w tyle za tym co udało się osiągnąć na polu gospodarki. Próby jednak trwają. Pierwszą poważna inicjatywą i pierwszą klęską był projekt Europejskiej Wspólnoty Politycznej z 1952 r. Największym sukcesem w tym względzie było utworzenie 40 lat później Unii Europejskiej na mocy Traktatu z Maastricht. Jednak od tego momentu minęło już sporo czasu...Samo utorzenie UE to sukces połowiczny. Unia nie jest organizacją międzynarodową, tylko trudnym do zdefiniowania w doktrynie prawa międzynarodowego tworem. Zaś integracja w dziedzinach pozagospodarczych wciąż nie objęła kwestii fundamentalnych.
Rola Traktatu Lizbońskiego
To właśnie miał zmienić nowy traktat reformujący. Zmiany, które miała wprowadzić najpierw Konstytucja Dla Europy, a po jej fiasku Traktat Lizboński, miały charakter poważnych zobowiązań politycznych. Na tyle poważnych, że ponownie pojawiły się protesty obawiających się utworzenia z Europy superpaństwa, mimo zapewnień twórców dokumentu, że Traktat absolutnie nie przewiduje takiego scenariusza. O ile można zrozumieć przeciwników dalszej integracji w kierunku naszkicowanym w traktacie reformującym, o tyle zachowanie prounijnych polityków i głów państw odpowiedzialnych za przygotowany projekt zmian charakteryzuje pewna zastanawiająca dwoistość. Przygotowywany w ekstremalnie trudnych warunkach: w atmosferze klęski Traktatu Konstytucyjnego, próby pogodzenia czasem całkowicie sprzecznych interesów 27 państw, pod presją czasu i opinii publicznej, projekt zmian miał być lekarstwem na chorobę stagnacji na jaką zapadła Unia. Nadzieje wiązane z nowym traktatem były zatem ogromne, a z dzisiejszej perspektywy można je chyba ocenić na zbyt wygórowane. Dlaczego? Tu właśnie pojawia się drugi element owej dwoistości: brak gotowości państw Unii do oddania części suwerenności na rzecz Unii w nowym kształcie. Tendencja do próby utrzymania przez (kogo?) suwerenności politycznej w globalizującym się i integrującym świecie jest od dawna zauważalna. Tymczasem dla UE przejście w procesie integracji na kolejny wyższy poziom jest niemożliwe bez wcześniejszego oddania części władzy przez jej członków. I tak unijni przywódcy znaleźli się między młotem a kowadłem. W rezultacie powstała schizofreniczna sytuacja, której owocem jest Traktat Lizboński. Można go uznać za remedium na stagnacje, bo proces integracji ponownie rusza z miejsca. jednak nie nadaje on dużych kompetencji nowej Unii jako organizacji międzynarodowej sensu stricto. Tym samym dokument nie jest zrozumiały dla obywateli Unii, którzy słusznie pytają: co to w końcu zmieni? Nie dziwi zatem, że europejskie społeczeństwa są negatywnie nastawione do Traktatu. Paradoksalnie nie ratują sytuacji unijni przywódcy, wykazując swoiste rozdwojenie jaźni, broniąc wynegocjowanego dokumentu, jednocześnie nie potrafią skutecznie przekonać do niego własnych obywateli. Społeczeństwo otrzymuje od politycznych liderów sprzeczne sygnały i woli powiedzieć „nie”, ponownie zostawiając ich z problemem przyszłości Unii.
Dalsze losy Traktatu
Fiasko dwóch projektów reformy Unii Europejskiej pod rząd oznacza poważny kryzys. Rządzący stają teraz przed trudnym wyborem czy ratować Traktat Lizboński, czy już zasiadać do tworzenia nowego. To powtórka z sytuacji z 2005 roku powstałej po odrzuceniu eurokonstytucji, więc doświadczenie wskazywałoby raczej na wybór tej pierwszej opcji. Tym bardziej, że Unia nie może sobie pozwolić na ryzyko kolejnych kilkuletnich negocjacji i żmudnego procesu ratyfikacyjnego następnego traktatu, również bez gwarancji sukcesu. Pozostaje mieć nadzieję, że negatywny wynik irlandzkiego referendum podziała na przywódców jak zimny prysznic i zmobilizują wszystkie siły by znaleźć jakąś furtkę dla przeforsowania Traktatu Lizbońskiego, a obecny kryzys będzie w przyszłości tylko epizodem w podręcznikach historii zjednoczonej Europy.



