Kolejne państwa pukają do bram Unii Europejskiej
| 08.05.2009 | Autor: | [ 0 komentarzy ] |
- Chcesz pozyskać fundusze unijne?
- Złóż zapytanie ofertowe! >>
- Podobne tematy:
- Polityka UE: pogłębiać czy rozszerzać? - stare pytania nadal aktualne
- Procedura akcesyjna w Unii Europejskiej
- Rada – Europy, Europejska i Unii Europejskiej – czym się różnią?
- Unia Europejska - inne artykuły:
- Staż dziennikarski w Parlamencie Europejskim
- Strategia Lizbońska - liberalizacja telekomunikacji i polityki transportowej
- Studia europejskie na najwyższym poziomie - Kolegium Europejskie
1 maja obchodziliśmy piątą rocznicę największego w dotychczasowej historii integracji rozszerzenia Unii Europejskiej. Dziś w obliczu problemów z kolejna wielka reformą dalsze planowane rozszerzenie stanęło pod znakiem zapytania.
Traktat Lizboński kluczem dla nowych państw
By Unia z „piętnastki” mogła zmienić się w „dwudziestkę piątkę”, a później w „dwudziestkę siódemkę”, niezbędne były gruntowne zmiany w strukturze organizacji. Rozszerzenie, mimo wielu obaw, okazało się sukcesem, a Traktat Nicejski spełnił swoje zadanie. Jednak był to dokument o charakterze prowizorycznym, stworzony niejako tylko na potrzeby piątego rozszerzenia, w perspektywie bowiem planowano dużo głębszą reformę. Wyrazem tego był projekt Konstytucji dla Europy, którego fiasko wpędziło Unię w tzw. kryzys konstytucyjny. Ratunkiem z tych najpoważniejszych od lat tarapatów miał być Traktat Lizboński. Podpisy pod dokumentem nie zdążyły jeszcze wyschnąć, a już pojawiły się kłopoty z jego ratyfikacją. Dziś europejscy politycy mówią jasno: bez przyjęcia Lizbony, nie będzie rozszerzenia.
Można odnieść wrażenie, że istnieje jakieś trudne do uzasadnienia parcie na przyjęcie kolejnych państw do UE. Zaledwie dwa lata temu przyjęto dwóch kolejnych członków, reforma instytucjonalna wisi na włosku, czemu więc w takich okolicznościach planuje się kolejne rozszerzenie? Czy w ogóle jest ono potrzebne? Może obecny kształt Unii dwudziestu siedmiu państw powinien być ostateczny?
Kogo przyjąć do klubu bogatych?
Takie pytania nie są nowością i pojawiały się przed każdym kolejnym rozszerzeniem. Padały główne ze strony państw, które już cieszyły się statusem członka, niezależnie czy należały do grona założycieli, czy dołączyły do wspólnoty przez akcesję. Również w Polsce, po zaledwie trzech latach funkcjonowania w strukturach unijnych, odezwały się głosy poddające w wątpliwość słuszność przyjęcia w 2007 r. Rumunii i Bułgarii. Komfort członkostwa w elitarnym klubie bogatych, jak postrzegają niektórzy UE, powoduje takie myślenie. Dopuszczanie kolejnych członków do strefy dobrobytu prowadzić przecież może do roztrwonienia profitów. Nic bardziej mylnego.
Zamknięcie się Unii za złotymi wrotami przed resztą Europy prowadzi w ślepą uliczkę. Powodem powodzenia tego bezprecedensowego eksperymentu jakim jest integracja było m. in. nie tylko pogłębianie, ale także poszerzanie procesu integracji, czyli przyjmowanie nowych członków. W głównej mierze sukces polegał na ciągłym powiększaniu obszaru, pod względem geograficznym i jakościowym, wymiany handlowej. Zresztą jednym z powodów powstania Wspólnot Europejskich było pragnienie zjednoczenia w przyszłości podzielonego żelazną kurtyną kontynentu. Ekonomiczna atrakcyjność Europy Zachodniej, którą zapewnić miała integracja, miała być na tyle silna by, zachęcić państwa bloku wschodniego do wyrwania się z okowów komunizmu. Konsekwentne rozszerzanie, do momentu objęcia niemal całości kontynentu, należy do czynników warunkujących istnienie UE.
Przykładów na potwierdzenie tej tezy dostarcza rzeczywistość międzynarodowa. Celem organizacji takich jak WTO, czy OECD (polskie nazwy: Światowa Organizacja Handlu, Organizacja Współpracy Gospodarczej i Rozwoju) nie jest tworzenie enklaw uprzywilejowanych, ale objęcie swymi regulacjami jak największą liczbę państw, bo tylko wtedy ich istnienie ma sens.
Europa = UE? Nieprędko!
Można zadać pytanie, co w takim razie będzie, gdy UE obejmie swym zasięgiem wszystkie państwa Europy? Proces integracji zakończy się, ponieważ nie będzie już kolejnych kandydatów? Odpowiedź nie jest taka prosta. UE jest organizacją in statu nascendi, czyli w trakcie powstawania. Dziś trudno określić jaki będzie mieć kształt za 10, 15, czy 20 lat, mimo zakładanych scenariuszy. Rozwój takich inicjatyw jak Unia dla Śródziemnomorza (wspólnota państw UE i państw śródziemnomorskich), może zaowocować wyjściem procesu integracji poza granice Europy. W dobrze pojętym interesie dotychczasowych i przyszłych członków leży dołożenie wszelkich starań, by utorować drogę dalszemu rozszerzeniu Unii. Na pierwszym miejscu długiej listy zadań jest ratyfikacja i wejście w życie Traktatu Lizbońskiego. Dzięki temu być może już niedługo UE powiększy się o trzech nowych członków (posiadających obecnie status oficjalnego kandydata ): Chorwację , Macedonię i Turcję.



