Monika i Rui - animatorzy środowiska portugalskiego w Łodzi
| 11.05.2010 | Autor: Anna Janicka-Galant | [ 1 komentarz ] |
Monika i Rui Vilela
Źródło: archiwum rodzinne
Portugalia
Źródło: Rui Vilela
Portugalski kogut
Źródło: Rui Vilela
Bacalhau a Brás
Źródło: Wikimedia Commons
Impreza wigilijna z prezentacją zwyczajów i tradycji świątecznych krajów z kręgu kultury romańskiej, Centrum Języków Romańskich w Łodzi.
Źródło: Anna Janicka-Galant
- Wybierasz się do Portugalii?
- Zarezerwuj hotel w Portugalii
- Wynajmij samochód w Portugalii
- Podobne tematy:
- Festiwal Halloween u Frankensteina
- 1 listopada w Europie - jak Europejczycy obchodzą Dzień Wszystkich Świętych?
- Specjalistyczny słownik Leksyka.pl w iPhonie i iPadzie
- Portugalia - inne artykuły:
- Azulejos i Smaki Portugalii - zapraszamy na warsztaty ceramiczne
- EURO 2012 - gdzie zamieszkają finaliści? Grupy C i D
- Euro 2012 - gdzie zamieszkają finaliści? [cz.II]
Historia, która narodziła się zanim sami bohaterowie po raz pierwszy się spotkali. Ona zainteresowała się Portugalią a on wędrował uliczkami jej miasta... a potem opisywał je na swojej stronie.
Monika: Rui był na półrocznym stypendium Leonardo da Vinci w Łodzi i w tym czasie się nie znaliśmy. Ja byłam w klasie maturalnej i interesowałam się Portugalią. Szukając informacji o Portugalii weszłam na forum portugalskie, na którym jeden Portugalczyk mieszkający w Łodzi podał namiary na ówczesną stronę Rui. Były na niej zdjęcia z jego pobytu w Łodzi i opisy miejsc, w których bywał. Taka ciepła relacja, która bardzo mnie zauroczyła. Chciałam to skomentować, ale nie wiedziałam co napisać w księdze gości, myślałam, że to będzie sztuczne. Zobaczyłam, że można się z nim skontaktować on-line za pomocą komunikatora, więc dodałam go do listy kontaktów. Chciałam mu powiedzieć, że jestem z Łodzi, że podoba mi się jego strona, choć z jej treści już wiedziałam, że on wrócił do Portugalii. Nasza pierwsza rozmowa odbyła się w styczniu 2005. Później były kolejne. Rozmawialiśmy siedem miesięcy, wysyłaliśmy sobie zdjęcia, pocztówki, małe prezenty. Rui przyjechał do mnie w sierpniu na trzy tygodnie. Zakochaliśmy się w sobie i później tak już jeździliśmy do siebie mniej więcej co dwa miesiące. A w sierpniu ubiegłego roku wzięliśmy ślub.
Coś jak znak dzisiejszych czasów - romans w sieci
Monika: Tak, choć na początku to nie miał być romans. Bardzo dobrze nam się rozmawiało i dużo nam dało to, że on był tutaj, a ja już kiedyś byłam tam, więc mogliśmy porozmawiać o naszych spostrzeżeniach. O tym co nam się podoba w naszych krajach.
Rui, co skłoniło Cię do przyjazdu do Polski na program Leonardo da Vinci?
Rui: W dawnym systemie nauczania w Portugalii po pięciu latach studiowania robiło się licencjat. Po skończeniu tych studiów miałem możliwość wyjechać na stypendium. Miał być to wstęp do życia zawodowego i możliwość praktyki... a potem mogłem zdecydować czy chcę kontynuować naukę. Studiowałem inżynierię komputerową i dla tego kierunku były oferty wyjazdu do Barcelony lub Łodzi.
Monika: Wybrał Łódź, bo było to dalej od domu i jak podejrzewał, bardziej egzotycznie.
Najpierw przyjechałeś tu po wiedzę, a potem po żonę...
Rui: Gdy skończyłem stypendium, chciałem zrobić magisterium. System był taki, że magistra robili już ludzie czynni zawodowo w wieku 30-40 lat. Gdy zaczęliśmy komunikować się z Moniką przez internet byłem w trakcie studiów magisterskich w Universidade do Minho i jednocześnie na nim pracowałem. Strona, na którą trafiła była moją prywatną.
Monika: Nie byłam pierwszą Polką, która się z nim skontaktowała, ale rozmowy z nimi nie były takie interesujące jak ze mną. :-)
Co was fascynuje w kraju współmałżonka?
Rui: Fascynuje mnie moja żona... :) Ludzie tutaj też są interesujący. Część swoich fascynacji i przemyśleń związanych z pobytem w Polsce opisuję na bieżąco na swoim blogu będącym następcą strony, dzięki której się poznaliśmy.
Monika: Raczej nie krajobrazy, bo w Polsce mamy ładniejsze. Moim ulubionym miejscem w Portugalii jest miasto Braga, podoba mi się też Lizbona. Smakuje mi kuchnia portugalska, zwłaszcza ich słodycze. I ludzie są spokojniejsi, mniej zagonieni, nigdy się nie śpieszą, więc są wiecznie spóźnieni... Z jednej strony jest to miła odskocznia od mojego bardzo aktywnego życia w Polsce. Z drugiej ta powolność może trochę denerwować.
Dlaczego zaczęłaś się uczyć języka portugalskiego?
Monika: Jest to język rzadki, przez co satysfakcja z jego opanowania jest większa a do tego jego znajomość jest atutem w życiu zawodowym. Teraz z racji kontaktów rodzinnych jestem dodatkowo zmotywowana, by tę znajomość pogłębiać. Chociażby ze względu na nasze przyszłe dzieci. Do tego większość rodziny męża mówi też tylko po portugalsku, więc to jedyna możliwość porozumienia. A tak w ogóle to mówienie po portugalsko sprawia mi przyjemność, bo podoba mi się jego brzmienie i melodia.
Jakie były Twoje wrażenia, gdy po raz pierwszy pojechałaś z Rui do Portugalii?
Monika: Wcześniej, zanim go poznałam, byłam w Portugalii dwa razy, ale podczas tego wspólnego pobytu on był moim przewodnikiem. Zabrał mnie do miejscowości Braga, która jest nazywana portugalskim Rzymem ze względu na bardzo dużą religijność mieszkańców tego regionu i architekturę miasta. Poza tym stopniowo przedstawiał mi swoją rodzinę. To takie kilka wspomnień z pierwszego pobytu. Trochę bałam się przed poznaniem jego mamy.
Portugalczycy zasłynęli przed wiekami jako żeglarze i kolonizatorzy. Ty przybyłeś do Łodzi - czyżby zew krwi odkrywcy? :-)
Rui: Gdy przyjechałem tu po raz pierwszy było to jak odkrycie. Jest tu trochę Portugalczyków, ale nie ma jakiejś dużej ich wspólnoty mieszkających w Polsce. Głównie są to jednostki. Trochę tęskniłem za językiem, telewizją, ale dziś to nie jest problemem, bo jest internet i telewizja satelitarna.
Monika: Zew krwi kolonizatora też się w nim odzywa. Jak tu zamieszkał od razu założył
forum Portugalczyków w Polsce i jest jego administratorem. Jest to dla niego duża frajda, mogą się wzajemnie wspierać, radzić jak coś załatwić w Polsce, jak i gdzie można kupić składniki do portugalskich dań, opisują swoje radości i problemy. W tej chwili na Forum jest zapisanych ponad 160 osób.
Jak wygląda wasze małżeństwo, jeśli chodzi o różnice kulturowe?
Monika: Pierwsze co przyszło mi do głowy to kwestia godzin spożywania posiłków. W Portugalii śniadanie jest porównywalne z polskim śniadaniem, ale jest też przerwa na obiad w czasie pracy w okolicach godzin 12-13. Kolacja jest jedzona o 19-20 lub później, zależny od rodziny. Jest to posiłek, który jedzą wszyscy razem. Często bardzo długo prowadząc przy tym rozmowy. To jest to, co na początku przeszkadzało Rui najbardziej. My tutaj w Polsce jemy o 16-17 taką obiadokolację, a on był głodny około 13-ej.
Druga sprawa to suszony dorsz, który jest jedną z narodowych ryb Portugalii a w Polsce nie można go kupić. Podobno Portugalczycy potrafią zrobić tyle potraw z tego dorsza, ile jest dni w roku.
Rui: Tak. Główna różnica w kulinariach. Portugalczycy jedzą więcej surowych i świeżych potraw, a w Polsce je się więcej smażonych i gotowanych. Dla mnie gotowany kurczak z rosołu jest bez smaku. W Portugalii więcej potraw jest grillowanych, a każdy region ma swoje potrawy i widać większą różnorodność.
Moniko, jaka jest Twoja ulubiona potrawa portugalska? Rui, co lubisz w polskiej kuchni?
Monika: Ze słodkości - pastel de nata, małe ciasteczko z ciasta francuskiego, wypełnione czymś w rodzaju budyniu. Z dań głównych - Bacalhau à Brás, czyli zapiekany dorsz. Przepis, wg którego go przyrządzam:
Płaty suszonego dorsza moczymy na minimum dobę i zmieniamy wodę. Jest to konieczne, bo zasuszony dorsz jest bardzo słony. Po moczeniu oddzielamy mięso od ości i skóry a następnie rwiemy je na małe płatki. Szklimy czosnek i cebulę (dwa składniki bardzo istotne w portugalskiej kuchni) na oliwie z oliwek, później dorzucamy do tego dorsza i prażymy z godzinę. W tym czasie kroimy ziemniaki na kawałki wielkości zapałek (w Portugalii można je kupić gotowe - przypominają chipsy; zrobienie tego ręcznie to dużo pracy, ale można też użyć maszynek do krojenia ziemniaków, które są dostępne w Portugalii). Tak pocięte ziemniaki pieczemy w głębokim oleju, np. słonecznikowym. Potem dokładamy do dorsza i w tym samym czasie wlewamy kilka roztrzepanych jajek z poszatkowaną natką pietruszki - robimy to na małym ogniu, ciągle mieszając aż do wymieszania składników i sklejenia ich przez jajko. Podajemy udekorowane czarnymi oliwkami.
Rui: Pierogi i bigos. Dobre są też gołąbki.
Co z kuchni portugalskiej zagościło na stałe w waszym domu?
Monika: Ryby, oliwki i oliwa z oliwek, a także feijoada - potrawa, którą gotuje się na piwie lub winie (jest też wersja bezalkoholowa) z fasolką, kiełbasą, warzywami, cebulą. Ma ona postać gęstej zupy i je się ją z ryżem. Zmieniło się też w kwestii napojów. Rui przekonał się do czarnej herbaty, pomimo że niektórzy Portugalczycy uważają ją za szkodliwą - piją ją tylko ludzie starsi oraz ci, którzy są przeziębieni. Przeciętny Portugalczyk do posiłków pije wodę niegazowaną, wino, czasem soki. Na śniadanie kawa z mlekiem. W trakcie dnia często malutka, czarna kawa.
Do czego najtrudniej było Ci się przyzwyczaić, gdy zamieszkałeś w Polsce?
Rui: Do tego, że idąc z wizytą do rodziny trzeba się zapowiedzieć i zadzwonić odpowiednio wcześniej. W Portugalii jest większa spontaniczność - parę razy moja rodzina była jeszcze w pidżamach, gdy ją odwiedzaliśmy. Tutaj jest bardziej oficjalnie i jest zawsze przygotowane jedzenie. No i nie zawsze wypada założyć dżinsy. :-) Trochę też przeszkadza mi to, że przy rozmowie nie można trzymać rąk w kieszeniach.
Monika: Z problemów przystosowawczych była jeszcze kwestia okien. Zrezygnowaliśmy z firanki, a założyliśmy żaluzje. W Portugalii okna są z roletami, które chronią przed słońcem. Śpi się z zamkniętymi żaluzjami, więc jest bardzo ciemno. Przy firankach i zasłonkach Rui było za jasno. Różnica jest też w kwestii pościeli. W Portugalii śpi się na dużych łóżkach, więc prześcieradła i kołdry są bardzo długie. Zakończenie prześcieradeł i kołdry wkłada się pod materac. Śpi się w kokonie. Więc nasze krótkie kołdry na początku Rui przeszkadzały. Mamy też portugalskie ręczniki, bo jemu podobają się bardziej tamte, są lepsze dla jego skóry.
Jest okres przedświąteczny - jakie są różnice w obchodzeniu świąt Bożego Narodzenia?
Rui: Przede wszystkim w Portugalii zamiast karpia jemy dorsza. Jest kolacja wigilijna zwana consoada, chociaż nie jest taka elegancka jak w Polsce. Tradycyjnie Portugalczycy zasiadają do niej po powrocie z pasterki, która jest o północy i nazywana jest "mszą koguta", bo według legendy jedynym razem kiedy o północy zapiał kogut, było to w noc narodzin Jezusa. Jednak w Portugalii następuje laicyzacja i głównie starsze pokolenia chodzą do kościoła. Teraz bardziej dba się o kupowanie prezentów niż o to, żeby to było rodzinne spotkanie.
Gdzie spędzacie święta?
Monika: Staramy się, żeby było naprzemiennie. Nasze pierwsze święta spędziliśmy Polsce i gościliśmy rodziców Rui. Kolejnego roku byliśmy w Portugalii. To jest niestety trudne logistycznie i finansowo, żeby nasze rodziny widywały się częściej. Poprzednie święta, czyli pierwsze naszego małżeństwa spędziliśmy tu - znów przyjechali jego rodzice, a w tym roku pojedziemy do nich.
W jakim języku porozumiewacie się w domu?
Monika: Używamy trzech języków. Mówimy po angielsku, portugalsku i polsku. Rui chodzi na indywidualne lekcje polskiego i staramy się w domu mówić więcej po polsku. Angielski to język neutralny, taka szybka platforma porozumienia.
Rui, w Portugalii zajmowałeś się słownikami Open Source oraz Linuxem. Teraz pracujesz jako native speaker w Centrum Języków Romańskich, w którym Twoja żona jest lektorką języka hiszpańskiego i portugalskiego. Wygląda na to, że łączą was pasje lingwistyczne.
Rui: Tak, na moim uniwersytecie opracowano program poprawiający portugalską ortografię, bo międzynarodowe słowniki nie poprawiają wszystkich błędów. Razem z kolegami pracowaliśmy nad tym słownikiem dodając nowe narzędzia i poprawiając niektóre funkcje. Teraz ten program funkcjonuje nawet lepiej niż przypuszczaliśmy. Pracowałem też przy międzynarodowym projekcie, w którym pomagaliśmy lingwistom rozwijać narzędzia i wyszukiwarki słownika.
Inna wasza wspólna pasja oprócz języków i dorsza?
Monika: Podróżowanie. Zwiedziliśmy już wiele miejsc w Polsce. To takie nasze wspólne odkrywanie mojej ojczyzny. Dzięki Rui mam do tego dodatkową motywację. Lubimy czytać książki, chociaż zwykle nie czytamy tych samych. Chodzimy też razem do kina. A dzięki temu, że Rui jest Portugalczykiem dostrzegam wiele rzeczy. Polakowi nie tłumaczyłabym jaką wartość ma dla nas dzielenie się opłatkiem lub co oznacza śmigus-dyngus. Dzięki temu dostrzegam i doceniam wiele rzeczy i obyczajów w Polsce. To tłumaczenie sprawia mi radość.
Rui: W Polsce polubiłem jazdę na rowerze, bo tu są drogi dla rowerzystów.
W Unii Europejskiej mamy otwarte rynki pracy. Możecie mieszkać tutaj, tam lub jeszcze gdzie indziej... Gdybyś miała wyjechać do Portugalii, to czym byś się zajęła?
Monika: Myślę, że szukałabym pracy w firmach polsko-portugalskich. Starałabym się wykorzystać atut języka polskiego, choć w Polsce jest większe zainteresowanie językiem portugalskim, niż w Portugalii polskim. Poza tym, tak jak Rui próbuje tutaj zbudować jakąś wspólnotę Portugalczyków, tak ja tam próbowałabym nawiązać kontakt z Polakami. Mam jeszcze inne różne szalone pomysły. Na przykład mało jest książek przetłumaczonych z portugalskiego na polski, czy z polskiego na portugalski, chociaż nawet w dość niewielkiej miejscowości z jakiej pochodzi Rui (30 tys. mieszkańców) w bibliotece jest Miłosz i Sienkiewicz.
Słyszałam jak na zajęciach językowych Monika tłumaczyła zasady konstruowania nazwisk portugalskich. Czy możesz wyjaśnić tę kwestię naszym czytelnikom?
Rui: Najczęściej są dwa imiona plus trzy lub cztery nazwiska, z czego ostatnie nazwisko dziecka jest ostatnim nazwiskiem ojca. Kobieta wychodząc za mąż dokłada ostatnie nazwisko męża do swoich nazwisk. Nie ma czegoś takiego jak nazwisko panieńskie. W nazwiskach nie stosuje się myślników. Jest duża różnorodność, bo są osoby, których nazwiska mają sześć czy osiem członów. Kolejność nazwisk wybierają rodzice. Gdy się podpisują to pierwszym imieniem i ostatnim nazwiskiem. Ten skomplikowany system sprawia, że są oryginalni, bo jest bardzo małe prawdopodobieństwo, że trafi się ktoś, kto będzie miał taką samą kombinację imion i nazwisk. Możemy znać Portugalczyka, który przedstawia się jako Miguel, ale w rzeczywistości to jego drugie imię. Jeśli chodzi o kobiety to, szczególnie w starszym pokoleniu, wiele z nich ma na imię Maria. Jeśli więc przedstawiają się, to drugim imieniem lub skrótem z tych dwóch imion.
Monika: Ponieważ nasz ślub był w Polsce i można było przyjąć tylko jeden człon, więc przyjęłam ostatni człon nazwiska męża. Gdyby ślub był tam przyjęłabym dwie ostatnie części nazwiska. Najczęstszy układ to Polka i Portugalczyk, więc jeśli widzi się nazwisko polskie i dodany jakiś człon z myślnikiem, to znaczy to, że ślub odbył w Polsce.
Ciekawie mają pisarze, bo na każdą okoliczność mogą zrobić inną składankę, przez co nie potrzebują pseudonimów. U nas kultura portugalska jest mało znana a tu, w Centrum Języków Romańskich, bardzo prężnie dział grupa sympatyków i uczniów, którzy interesują się tym tematem. Proponujecie popołudnia z filmem i kulturą, zapraszacie ciekawych gości.
Monika: Staramy się stopniowo wprowadzać coraz więcej zajęć poza samą nauką języka, które są otwarte również dla osób spoza szkoły. Dla tych, którzy uczą się jakiegoś języka obcego jest zrozumiałe, że nie wystarczy sama gramatyka i słówka, że trzeba "zanurzyć się" w kulturze danego kraju. Nasze soboty filmowe cieszą się coraz większym zainteresowaniem. Staramy się, by każde spotkanie miało myśl przewodnią, np. była Lizbona z filmem "Lisbon Story" Wima Wendersa czy Dzień Brazylijski ze słynnym "Miastem Boga". Po projekcji prowadzimy dyskusję na dany temat, jest mały poczęstunek i integracja słuchaczy oraz ludzi spoza Centrum. Zapraszamy również mieszkających w naszym mieście Portugalczyków, można więc potrenować język. Planujemy też wprowadzenie elementów brazylijskiej wersji portugalskiego, zorganizowanie w Centrum warsztatów samby, być może capoeiry.
Zachęceni sporym zainteresowaniem, z jakim spotkał się ubiegłoroczny Konkurs Wiedzy o Portugalii "Gdzie ziemia się kończy, a morze zaczyna", w tym roku postanowiliśmy dodać do niego kolejne wydarzenia prezentujące język i kulturę tego pięknego kraju. Tym samym zrodził się pomysł organizacji w Łodzi Dni Portugalii, w ramach których, oprócz wspomnianego Konkursu, przygotowaliśmy koncerty, wystawy, multimedialne prezentacje, pokazy filmowe, degustacje, warsztaty taneczne oraz pokazowe lekcje portugalskiego (na część wydarzeń wstęp jest wolny). Osobiście serdecznie zapraszam na wykład "Portugalia - Wrota Europy, czy jej nieznany kraniec?", na którym będę jedną z prelegentek (poniedziałek, 17 maja).
Rozmawiała Anna Janicka-Galant
Wywiad został pierwotnie opublikowany w serwisie Wiadomości24.pl.




hmmm
2011-01-13, 23:46
jaka nieladna kobieta...