Twoja Europa - Praca i Studia za granicą oraz Unia Europejska

Emigracyjny survival, czyli nauka języka od Londynu po Indie [wywiad]

17.03.2010 Autor: Piotr Anuszczyk[ 0 komentarzy ]
Odpoczynek w Londyn Hampstead

Odpoczynek w Londyn Hampstead
Źródło: Archiwum własne Bartłomiej Męczyński

Hiszpańska Andaluzja.

Hiszpańska Andaluzja.
Źródło: Archiwum własne - Bartłomiej Męczyński

W świętem mieście Indii - Varanasi

W świętem mieście Indii - Varanasi
Źródło: Archiwum własne - Bartłomiej Męczyński

Chyba każdy ma znajomego, który pracował w Londynie. Niewielu jest jednak takich, którzy odnieśli tam sukces. A jeszcze trudniej o osobę, dla której wyjazd okazał się trampoliną do kariery w Polsce.

Piotr Anuszczyk, TwojaEuropa.pl: Skąd u absolwenta filozofii ze znajomością kilku języków wziął się pomysł by wyjechać do UK?

Bartłomiej Męczyński, wykładowca języka angielskiego: Już w trakcie studiów myślałem by wyjechać za granicę. Zastanawiałem się co dokładnie chciałbym robić, pracować czy może kontynuować naukę. A wachlarz możliwości był dość szeroki bo potrafiłem się dogadać po francusku i niemiecku choć oczywiście nie tak dobrze jak po angielsku. Londyn to było ostatnie miejsce, do którego miałem ochotę jechać. Co prawda bardzo chciałem dalej poznawać język angielski tyle, że myślałem raczej o innych miejscowościach. Ale właśnie w Londynie mieszkał wtedy mój kumpel i mógł zapewnić mi nocleg. Spakowałem się i pojechałem.

Jakie wrażenie zrobiła na Tobie stolica Wielkiej Brytanii? Często porównuje się ją przecież do Nowego Jorku.

Czar oczekiwanej "wspaniałej emigracji" prysnął gdy tylko wylądowałem w dzielnicy Wood Green. Dokoła mnóstwo brudu, smród, zimna deszczowa pogoda i oczywiście żadnego Anglika.

Pojechałeś na Wyspy i nie mogłeś spotkać Anglika?

Otóż to! W dzielnicy gdzie mieszkałem bez trudu można było spotkać Pakistańczyków i Afrykańczyków, ale na pewno nie Brytyjczyków. Zresztą swoją pierwszą pracę dostałem u Albańczyka. To była ciężka praca fizyczna, bez żadnego ubezpieczenia, ale za to każdego dnia miałem wypłatę w ręku.

Przecież znając angielski mogłeś chyba znaleźć lepszą pracę?

Swój angielski oceniałem wtedy na poziom certyfikatu FCE z gruntownym przygotowaniem do poznawania literatury filozoficznej po angielsku co wynikało z moich studiów. Generalnie jednak zauważyłem, że Polak w UK często ma taką postawę jakby przepraszał, że w ogóle szuka pracy. Sam zresztą zachowywałem się na początku podobnie. Szukałem zatrudnienia w rozmaitych sklepach czy biurach ale bez powodzenia. Nie ufałem swojemu angielskiemu, bo to był język akademicki, mogłem zrozumieć co do mnie mówią, ale z dużym trudem. Byłem np. przekonany, że moje podanie o pracę przypomina bełkot niemowlęcia, spędzałem godziny na necie wertując strony poświęcone lepszemu pisaniu.

Myślałeś nad tym żeby jakoś poprawić swój angielski?

O tak, gdy już miałem tą pracę na budowie to część pieniędzy przeznaczałem na książki. Ale to znów był język akademicki. Dlatego gdy tylko mogłem odwiedzałem Job Center gdzie można za darmo przeglądać oferty pracy. Najlepsze było jednak to, że można też było za darmo dzwonić pod numery wskazane w ogłoszeniach. Sama ich lektura to kapitalna lekcja języka. Natomiast dzwoniąc po pracodawcach zrozumiałem jak wiele jeszcze muszę się nauczyć. Na początku byłem w stanie zrozumieć co dziesiątego rozmówcę. Potrafiłem na tych telefonach spędzić cały dzień, bo dzwoniłem jak leci, nie ważne czy szukali murarza, stolarza, kierowcy, operatora wtryskarki czy zbieracza truskawek. Liczyło się tylko, że z każdą rozmową lepiej rozumiałem akcent i to jak posługiwać się językiem na co dzień. Bez przerwy jednak towarzyszyło mi poczucie rozczarowania, bo UK kojarzyło mi się z sukcesem zawodowym. Tymczasem wyglądało na to, że w całym Londynie nie ma nikogo kto dobrze mówił po angielsku. Każdego dnia zastanawiałem się gdzie są Ci ludzie z BBC!?

Ale w końcu chyba spotkałeś kogoś z typowo brytyjskim akcentem?

Zacznijmy od tego, że nawet na budowie cały czas miałem na uszach słuchawki od radia. Najczęściej słuchałem BBC. Ponadto od samego początku zaczepiałem ludzi. Wybierałem tych, którzy z wyglądu przynajmniej przypominali Brytyjczyków, ale i tak cudem było spotkanie kogoś innego niż Pakistańczyk.

Ale po co zaczepiałeś ludzi na ulicach?

Właśnie po to by mieć okazję choćby do kilku chwil rozmowy. To była świetna metoda nauki. Np. pytałem kogoś co znaczy widniejący na witrynie restauracji napis „parking at rear”. Nawet jeśli znałem znaczenie tych słów to chciałem usłyszeć jak je zdefiniuje anglik, jak mi to wyjaśni, jakich użyje słówek i składni. Podobnie zaczepiałem ludzi w autobusach. Pytałem dokąd kursuje dana linia albo gdy jechałem ze słownikiem lub książką pytałem ich o konkretne słówka i prosiłem aby wyjaśnili w jakich sytuacjach się ich używa, czy są nadal aktualne czy raczej staroświeckie. Nareszcie mogłem wcielać w życie swoją pasję, którą było poznawanie języka.

Jak pogodzić pasję do języka z pracą na budowie?

Zaletą tej pracy było, że miałem pieniądze na utrzymanie, ale szybko okazało się, że są dni gdy nie ma nic do roboty, a wtedy nie było też pieniędzy. Znalazłem więc zajęcie w pubie jako kitchen assistant, czyli w praktyce na zmywaku. Niestety po miesiącu mi podziękowano bo przyjęto jakiegoś Brytyjczyka. Zrozumiałem wtedy, że w Londynie po prostu praca raz jest a raz nie ma. Tak samo z mieszkaniem, nie masz nic na stałe tylko ciągle coś wynajmujesz albo śpisz kątem u znajomych. To jedna wielka lekcja nietrwałości, im mniej gratów nagromadzisz tym łatwiej ci wrzucić wszystko na plecy i w ciągu pół godziny jesteś gotowy do zmiany mieszkania.

Miałeś taki moment, że znalazłeś się bez pracy i zwątpiłeś w sens wyjazdu?

Niestety miałem okazję przekonać się czym jest bezrobocie w UK. Przycisnęło mnie do tego stopnia, że widząc podjeżdżające auto z dostawą pytałem czy mogę rozładować towar za kilka funtów. Wspólnie ze znajomymi codziennie pożyczaliśmy sobie drobne kwoty na jedzenie tzn. pożyczał ten z nas kto akurat dorwał jakieś zajęcie i miał pieniądze. Odpowiadałem też na wiele ofert publikowanych w internecie ale bez wiary, że coś się uda.

Będąc na emigracji można łatwo stracić poczucie własnej godności?

Po prostu są chwile gdy zaczynasz wątpić jak się ma całe twoje wykształcenie do tej beznadziejnej walki o pozycję na zmywaku. W końcu udało mi się znaleźć przez internet pracę w kantynie dla pracowników National Gallery. Absurdem było to, że przecież miałem ukończone studia, znałem cztery języki obce, a cieszyłem się jak dziecko z tego, że dostałem pracę w stołówce! W dodatku koszmarnie płatną, bo 580 funtów nie mogło wystarczyć na normalne życie. Plusem było natomiast to, że serwując posiłki miałem mnóstwo okazji, do krótkich pogawędek z Anglikami.

Tylko co poza szlifowaniem języka można zyskać przez takie mini-rozmówki?

Okazało się, że całkiem sporo bo w ten właśnie sposób dowiedziałem się o rekrutacji na posadę w dziale Visitor Service jako tzw. Gallery Assistant. Praca ta miała polegać nie tyle na patrolowaniu co raczej pomaganiu turystom i pilnowaniu by nie uszkodzili żadnego z obiektów w National Gallery. W komisji, która decydowała o przyjęciach spotkałem same znajome twarze z kantyny. Od razu była kupa śmiechu i czułem się na rozmowie jak w domu. Udało mi się ich przekonać, że jestem idealną osobą na stanowisko i dostałem tą prace. Nareszcie zyskałem poczucie stabilizacji, bo taką pracę trudno dostać, ale jeszcze trudniej stracić. A poza tym wynagrodzenie było znacząco wyższe niż w kantynie.

To co się stało, że dziś jesteś w Łodzi zamiast strzec obrazów w Londynie?

Poczucie stabilizacji wynikające z posiadania pracy w połączeniu z ogromną liczbą sztuki dokoła potrafi człowiekowi zakręcić w głowie. Mnie zaczęło kusić aby podjąć w Londynie studia lingwistyczne. Jak się siedzi 8 godzin na dupie w galerii gdzie nie wolno ci czytać, to po prostu układasz tysiące planów odnośnie tego, co można w życiu robić, gdzie się rozwijać. Języki zawsze mnie kręciły. Uczyłem się wtedy 5 na raz. Na angielski nie było w sumie dużo czasu poza pracą. Hobbystycznie zacząłem więc studiować tybetański w Hiszpanii. Zjazdy były kilka razy w roku, a podczas nich super intensywna nauka. Ale nie idzie wytrzymać długo pracując w miejscu totalnie przeludnionym (National Gallery odwiedza dziennie 20 tys. osób), bez światła – bo psuje obrazy (więc przyćmione), bez ruchu, bo co to za wysiłek przejść się parę razy z końca sali w drugi. A po pracy jedziesz półtorej godziny do domu, oczywiście siedząc. W domu siadasz do nauki, bo przecież nie ma czasu, trzeba cisnąć. No i zacząłem się kiepsko czuć po półtora roku. Chorować, dosłownie. Po półtora roku pracy w National Gallery złożyłem wymówienie i w ogóle przeniosłem się do Hiszpanii. A tam słońce i znów ciężka fizyczna praca w Andaluzji, które szybko postawiły mnie na nogi. Budowałem ogród, sadziłem drzewa, murowałem, czyli taczka, ziemia, cegły, beton… ręce pełne potu i żyły wyrywające się na zewnątrz. Każdy chłop to chyba lubi.

Miałeś w Londynie pomysł na studia i pracę, a Ty zamiast tego wolałeś polecieć do Hiszpanii uczyć się tybetańskiego? Gdzie tu jest jakaś logika?

Pozornie jej nie ma, ale w Hiszpanii wcale nie zerwałem więzi z angielskim. Regenerując się w hiszpańskim klimacie poznałem pewnych ludzi. Chcieli żebym nauczał angielskiego w małej wiosce - Trilokpur.

To w Hiszpanii?

Nie, to malutka wieś w Indiach blisko miasta Dharmsala.

W jaki sposób będąc w Hiszpanii trafiłeś do Indii?

Przeczytałem ogłoszenie rekrutacyjne, z którego wynikało, że poszukiwani są nauczyciele do klasztorów buddyjskich i się zgłosiłem. Żaden z mnichów nie miał nawet mglistego pojęcia gdzie jest Polska. Niestety mimo moich dobrych chęci praca tam była moją największą porażką jako nauczyciela. Mnisi reprezentowali całkiem inną kulturę, a ja miałem za słabe przygotowanie metodyczne. Na zajęciach siedzieli cicho potakując głowami nawet jeśli zupełnie nic nie rozumieli. Nauczyciel był dla nich guru, z którym raczej nie ośmielali się rozmawiać. Jak w takich warunkach ćwiczyć choćby najprostszy dialog przedstawiania się.

A co z Twoimi planami stałej nauki języka angielskiego?
Nie potrzebowałem już dyskutować z Brytyjczykami. Potrzebowałem wreszcie usiąść do gramatyki angielskiej i testów na słownictwo – coś co dawno powinienem był zrobić ale siedząc w Galerii jakoś mi to umknęło. Po kilku miesiącach pobytu w Indiach wróciłem do Polski.

Wielu emigrantów po powrocie do kraju zaliczyło tzw. twarde lądowanie czyli bezrobocie i brak perspektyw. Z Tobą było podobnie?
Podobnie o tyle, że nie od razu miałem pracę, ale na początku nie było to moim celem. Niemal cały pierwszy rok po powrocie przeżyłem dość skromnie, ale to dlatego, że cały czas poświęciłem na przygotowanie się do Cambridge Certificate of Proficiency in English. Wiedziałem, że muszę uderzyć w jeden punkt zamiast gmerać w prawo i w lewo zastanawiając się czy dziś pracuję nad hiszpańskim, a jutro tybetańskim, w czwartek może zacznę rosyjski, a że lubię psychologię, to może jakiś coaching albo coś w tym guście… Trzeba było wybrać jedno i całkowicie się na tym skupić, to była główna lekcja z Londynu. Równocześnie uczyłem się metodyki. Ostatecznie udało mi się zdobyć uprawnienia, które pozwalają mi uczyć angielskiego niemal w dowolnym miejscu na świecie. Mój kolejny cel to doprowadzenie swojego angielskiego do takiej perfekcji by stać się wykładowcą dla przygotowujących się do zdania Proficiency.

Jak to w końcu jest według Twojego doświadczenia, jadąc do UK trzeba znać język czy nie?
Jeśli masz tzw. fach w ręku to wystarczy Ci pięć słów. Szef szybko oceni czy potrafisz coś robić czy nie. W Polsce często patrzy się na naukę języka próbując określić swój poziom za pomocą rozmaitych ocen. Moim zdaniem o wiele lepiej zastanowić się jakie konkretne umiejętności są mi potrzebne. Czy chcę potrafić napisać pocztówkę, aplikację do pracy czy oficjalny list do królowej. Wiedząc do czego ma mi służyć język – z jakimi zadaniami praktycznymi będę musiał się zmierzyć w tym języku – wtedy łatwiej dopasować sposób nauki.

A sam, podsumowując swój czas na emigracji - jak go ocenisz?
Mało jest rzeczy, które tak przyczyniają się do rozwoju jednostki ludzkiej jako całości. Konieczność zakasania rękawów i przetrwania; zetknięcie z całą paletą narodowości, kultur, zachowań, preferencji; drobne sukcesy tu i tam; stłuczona dupa i bolące stawy; nietrwałość…a w tym wszystkim ty, który przecież niby jesteś ten sam, a jednak poznajesz siebie coraz lepiej i zmieniasz się; nabierasz poczucia mocy, wygładzasz nierówności. Ale to jest też kwestia indywidualnego nastawienia. Jeśli starasz się dostrzegać rozwój w każdej sytuacji, to wyjazd zapewni ci wrażeń i materiału do pracy, którego nie dałoby ci kilkanaście lat w ciepłym rodzinnym domu. Z drugiej strony istotne jest mieć jakiś pomysł; chyba że, tak jak ja, jedziesz po to, by go znaleźć. Ale warto też być realistą. Nie opanujesz 5 języków mając 1,5 godziny wieczorem po pracy. Jeśli walisz głową w mur w 10 różnych miejscach to rozbijesz sobie czoło, ale bijąc konsekwentnie w jedno miejsce masz szansę się przebić. Ja zawsze lubiłem języki. Doświadczenia w Londynie, w Hiszpanii i Indiach pokazały mi, że sobie poradzę. Jedyne, co muszę zrobić to zdobyć uprawnienia nauczycielskie i oficjalne potwierdzenie kwalifikacji językowych. Dzięki temu powrót do Polski nie był bolesny. Zrobiłem kurs metodyczny i CPE. Teraz nauczam. Co więcej dzięki znajomości tego i innych języków cały świat wydaje mi się stać otworem.

Dziękuję za interesującą rozmowę.


...

Odsłon: 5064 | ranking >>


Komentarze Dodaj komentarz

Artykuł Emigracyjny survival, czyli nauka języka od Londynu po Indie [wywiad] nie został jeszcze skomentowany - bądź pierwszy!


Powiadamiaj mnie o nowych wypowiedziach do tego artykułu

Nie chcesz przepisywać tych słów? Zarejestruj się! (lub Zaloguj)


* pole obowiązkowe

-

Autor artykułu:

Piotr Anuszczyk Piotr Anuszczyk Redaktor TwojaEuropa.pl
Wyślij wiadomość | Zaproś do znajomych
Więcej artykułów autora >>

- Dziennikarstwo obywatelskie - dołącz do redakcji

Wiadomości z Europy i UERSS Wiadomości z Europy

Inny świat czy popkulturowa wioska? Kultura Nowość Inny świat czy popkulturowa wioska?

Promocja Portugalii na Web Summit 2016 w Lizbonie

Wybory prezydenckie w USA - komentarze ekspertów

Komisja zaleca przedłużenie tymczasowych kontroli na granicach wewnętrznych

Sejm przyjął uchwałę w sprawie CETA

PiS nie poprze Donalda Tuska na drugą kadencję w Radzie Europejskiej

więcej wiadomości z Europy >>

-

Oferty pracy za granicąRSS z ofertami pracy za granicą

Oferty pracy za granicą - przycisk Dodaj ofertę pracy za granicą -

Szkolenia i kursy unijneRSS wydarzenia w Europie

Szkolenia unijne - banner Dodaj ofertę szkolenia

zobacz wszystkie oferty szkoleń >>

-

Forum europejskie - dyskusje...

Ogłoszenia wszelkiehttp://www.rankinglokat.eu Rankinglokat.eu pisze: Polecam również świetną stronę z ubezpieczeniami OC http://www.tanieoc.net >> 19.07.2018 11:28     Ogłoszenia wszelkie

Ogłoszenia wszelkieMonter rusztowań z uprawieniami IPF Sp. z o.o pisze: IPF Group specjalizuje się w rekrutacji i organizacji zatrudnienia na rynku krajowym >> 30.04.2018 15:26     Ogłoszenia wszelkie

Ogłoszenia wszelkiePolska przychodnia w Londynie pisze: Polecam polską przychodnię w Londynie - Fast Medica, to zespół znanych >> 06.04.2018 09:10     Ogłoszenia wszelkie

Studia i nauka za granicąBezpłatna polska szkoła, dla dzieci przebywających za granicą. Wojtek Kyzik pisze: Ciekawy program! >> 02.03.2018 13:22     Studia i nauka za granicą

Ogłoszenia wszelkieProgram do magazynu Wojtek Kyzik pisze: A wygląda to cenowo? >> 02.03.2018 13:22     Ogłoszenia wszelkie

więcej grup dyskusyjnych >>

-

Ostatnio komentowane

Boże Narodzenie w Szwecji Boże Narodzenie w Szwecji ablahabla: xd

Praca w Austrii - umowa, urlop, wynagrodzenie... Teresa Kruczek: Mój mąż pracuje od sierpnia. Czy należy się mu 13i14 w firmie teampool?

Absurdalne przepisy w Unii Europejskiej... mateu: mit dwutlenku węgla obalony lata temu. poczytać o wielkich roślinach, dinozaurach...

Promocja Portugalii na Web Summit... Wojtek Kyzik: swietne!

-

Kalendarz wydarzeń RSS wydarzenia w Europie

więcej wydarzeń >>

-


Wszystkie

Wybierz kraj:

x
Cała Europa Unia Europejska Albania Andora Austria Belgia Białoruś Bośnia i Hercegowina Bułgaria Chorwacja Cypr Czarnogóra Czechy Dania Estonia Finlandia Francja Grecja Gruzja Hiszpania Holandia Irlandia Islandia Kazachstan Liechtenstein Litwa Łotwa Luksemburg Macedonia Malta Mołdawia Niemcy Norwegia Polska Portugalia Rosja Rumunia San Marino Serbia Słowacja Słowenia Szwajcaria Szwecja Turcja Ukraina Watykan Węgry Wielka Brytania Włochy