Podróż na Wschód – jak się przygotować?
| 01.05.2009 | Autor: Piotr Anuszczyk | [ 0 komentarzy ] |
- Wybierasz się na Białoruś?
- Zarezerwuj hotel na Białorusi
- Wynajmij samochód na Białorusi
- Podobne tematy:
- Euro 2012 – jak czasowo wywieźć towary na Ukrainę?
- "Gospodarcze, transgraniczne więzi systemowe" - XIX Forum Gospodarcze
- Studia w Danii - zostań wolontariuszem, podróżuj i zdobądź stopień naukowy
- Białoruś - inne artykuły:
- Białoruska opozycja w Polsce. Sikorski: "Pomożemy wam"
- Stare-nowe problemy demokratycznej Europy – Białoruś
- Pomór krów na Białorusi
Od wejścia do Unii Europejskiej chętnie korzystamy z otwartych granic. Podróżowanie po Europie wydaje nam się proste jak nigdy. Często zapominamy jednak o naszych wschodnich sąsiadach. Tymczasem Rosja, Białoruś i Ukraina to kraje, które warto odwiedzić.
Strach czy niewiedza?
Niewielu osób lubi podróże w nieznane a takie są właśnie dla nas kraje położone na Wschód od Polski. Niby nie ma się czego bać, ale propozycja wyjazdu do Niemiec z pewnością nie wzbudza takich emocji jak wyprawa na Białoruś. W rzeczywistości nie powinniśmy mieć żadnych obaw przed wyjazdem do naszych wschodnich sąsiadów. Jeśli nie chcemy by na Zachodzie utrwalał się stereotyp „o białych niedźwiedziach na ulicach Warszawy” to sami nie możemy tak myśleć o Mińsku, Moskwie czy Kijowie. O wiele lepszym założeniem będzie przyjęcie, że to po prostu są siadujące z nami kraje, które nie należą do Unii Europejskiej.
Przed podróżą
Nie ważne czy jedziemy daleko czy blisko do każdego wyjazdu warto dobrze się przygotować. Dlatego polecam wizytę na stronach polskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych (www.msz.gov.pl). Zawsze można znaleźć tam przewodnik „Polak za granicą) z aktualnymi informacjami na temat niemal wszystkich krajów.
Pierwsza i najważniejsza informacja jest taka, że w przeciwieństwie do krajów UE tym razem do przekroczenia granicy nie wystarczy nam dowód osobisty. Konieczne jest posiadanie paszportu. Co więcej w przypadku Rosji i Białorusi należy wcześniej wystąpić o wizę. Tutaj pojawia się kolejna bariera, a mianowicie znajomość języka. Jeśli nie znamy języka rosyjskiego to nasz wyjazd co prawda nadal jest możliwy, ale skala trudności znacznie się podnosi. Pamiętajmy, że o ile w przypadku Francji, Niemiec itp. często wystarczy fonetyczna znajomość języka bo alfabet jest ten sam. Tymczasem jadąc na Wschód możemy mieć kłopoty z odczytaniem dokumentów wydrukowanych cyrylicą.
Tych trudności unikniemy wybierając wyjazd z biurem podróży. Wtedy to organizator zadba o nasze wizy i pozostałe dokumenty. Wyrabiając wizę na Białoruś samodzielnie musimy dysponować m.in. ubezpieczeniem zdrowotnym, pieniędzmi na pobyt (min. 15 dol. na dzień) oraz dokładnie określić cel naszej podróży. Sformułowanie, że jedziemy „turystycznie” jest raczej zbyt ogólne. Najłatwiej dostać wizę posiadając zaproszenie, od którejś z białoruskich instytucji np. uczelni, placówki kulturalnej itp.
Kwas na ulicach – informacje praktyczne
Bez wcześniejszej lektury przewodników kilka rzeczy może się dla nas okazać zaskakującymi. Łatwiej będzie nam podróżować gdy jeszcze przed wyjazdem przyswoimy sobie zasadę, że o ile na Zachodzie to klient ma rację, to na Wschodzie rację zawsze ma urzędnik. O ile polemika z polskim policjantem jest dozwolona, to nie polecam tego samego w kontakcie z policją białoruską. W kontaktach z administracją należy zachować spokój i rzeczowo odpowiadać na wszelkie pytania, ale unikać dyskusji.
Zdziwienie mogą też wywołać cenniki przy wejściach do galerii, muzeów itp. Niemal zawsze zauważymy, że są dwie ceny biletów.: niższa dla miejscowych i wyższa dla turystów. To rozwiązanie akurat Polakom może wydawać się szczególnie krzywdzące. Trafiliśmy bowiem do jednego worka z turystami z takich krajów jak Japonia, USA czy Wielka Brytania, dla których ceny przewidziane dla obcokrajowców zapewne wysokimi nie są. Znając rosyjski lub ukraiński można naturalnie próbować kupić bilety udając miejscowego. Nie warto chyba jednak ryzykować wstydliwej kompromitacji.
Inna ciekawostka to artykuły spożywcze. Wiele z nich będziemy dobrze znać z Polski, a w sklepach nie brakuje też wyrobów światowych koncernów. Są jednak i takie produkty, których nie spotkamy nigdzie indziej np. kwas chlebowy. W Polsce można go czasem kupić w niewielkich butelkach. Natomiast u naszych wschodnich sąsiadów jest on często rozlewany klientom prosto z dużych żółtych beczek ustawionych na ulicach. Widok ludzi masowo pijących kwas z pewnością jest oryginalny, ale warto się do nich przyłączyć, bo napój ten świetnie chłodzi w ciepłe dni.
Szaro – brązowy tłum
O ile w dużych miastach nie brak przepychu i salonów największych domów mody to im dalej od centrum tym więcej szarości. Większość mieszkańców nosi się w rozmaitych odcieniach szarości i brązów. Pamiętam, że zdarzyło mi się pojechać do Rosji w żółtej kurtce. Na tle szaro – brązowej masy wyróżniałem się zupełnie jakbym nosił odblaskową kamizelkę.
Jeśli lubimy robić zdjęcia to można je wykonywać swobodnie z tym zastrzeżeniem, że jeśli gdzieś jest zakaz fotografowania to obowiązuje on całkiem serio. Funkcjonariusze milicji również mogą nie być szczególnie zadowoleni z faktu iż robimy zdjęcia. A pokusa jest wbrew pozorom spora bo zdarza im się wyglądać naprawdę groźnie np. w czapce uszatce, z długą bronią na tle niespotykanych już u nas gazików czy furgonetek przypominających nyski z czasów PRL.
Warto pojechać
Rosja, Białoruś czy Ukraina to nie tylko wspaniałe zabytki czy bezkresna dzika przyroda. To przede wszystkim wspaniali i zazwyczaj bardzo życzliwi Polakom ludzie. Chętnie opowiedzą o kulturze swoich krajów, popytają o Polskę czy poczęstują znakomitą rybą, kawiorem lub lokalnym alkoholem. Podczas wspólnego biesiadowania nie zaszkodzi naturalnie szczypta zdrowego rozsądku. Nie warto samodzielnie wywoływać tematów UPA, Katynia lub pytać Białorusinów czemu tolerują dyktatora w fotelu prezydenta. Jeśli będziemy uważnie słuchać to często mimowolnie i bezkonfliktowo poznamy całkiem odmienne od naszej spojrzenia na własną historię czy aktualną sytuację polityczną. I chyba choćby dlatego warto pojechać na Wschód. Po to by zobaczyć, że w Europie nie obowiązuje tylko jeden powszechnie akceptowany sposób myślenia.



