Wycieczka do Szkocji - moje szkockie impresje
| 24.11.2009 | Autor: Aneta Kaczmarek | [ 1 komentarz ] |
Tętniące życiem Buchanan Street przyciąga tysiące ludzi
Źródło: Wikimedia Commons
Fish and chips (nie odwrotnie), tradycyjny szkocki posiłek
Źródło: Wikimedia Commons
Muzeum Transportu w Glasgow - polecam nie tylko panom
Źródło: Aneta Kaczmarek
- Wybierasz się do Wielkiej Brytanii?
- Zarezerwuj hotel w Wielkiej Brytanii
- Wynajmij samochód w Wielkiej Brytanii
- Podobne tematy:
- Podziemne tunele przecinają całą Europę!
- Szkocka benzyna ze szkockiej whisky
- Studiowanie w Edinburgh College of Art
- Wielka Brytania - inne artykuły:
- Wyciek gazu na platformie wiertniczej Elgin – ryzyko wybuchu
- „Tak” znaczy „nie”, czyli kilka słów o europejskich dziwactwach
- „Żelazna Dama" - film o brytyjskiej premier "pod Oscara"
Lotnisko Katowice Pyrzowice. Trwa odprawa pasażerów lecących do Glasgow. Pełna niepokoju przed trwającym 2,5 godziny lotem, zajmuję wskazane przez stewardessę miejsce. Widzimy się wkrótce, Szkocjo!
Pierwsze wrażenie
Na lotnisku uderza mnie zapach wilgotnej, morskiej bryzy. Jest mgliście, deszczowo i wietrznie. - Witaj, Szkocjo, taką cię widziałam tej nocy we śnie.
Niesiona wiarą w lata nauki zagaduję rudowłosego mężczyznę. Coś jednak nie gra – niby znajomo, a jednak ciężko zrozumieć sens usłyszanych słów. Nic dziwnego – język scots to mieszanka dialektów języka angielskiego. Pierwsza niespodzianka.
Mknąc szosami
Siedzę na tylnym siedzeniu opla goszczącego nas Damiana. Mimo rocznego pobytu w Szkocji posługuje się nawigacją satelitarną – gubi się wśród licznych rond. Czuję zbliżające się niebezpiecznie mdłości. Damian mówi, że w Szkocji nie ma skrzyżowań. Uchylam okno. Pierwsze kilometry mijają niespokojnie. Lewostronny ruch sprawia, ze mam wrażenie, że zginę pod nadjeżdżającym autem. Nerwowo wciskam stopę w podłogę samochodu.
Hallow, amazing city!
Mijamy Glasgow. Już na pierwszy rzut oka widać, że to miasto przemysłowe. Mimo obiecanej wycieczki, namawiam Damiana na krótki spacer po mieście – już, teraz. Jak na życzenie, poprawia się pogoda. To jednak prawda, że w Szkocji zmienia się ona kilka razy dziennie. Udajemy się do małej kawiarenki, która już od progu nęci specyficznym klimatem. Zamawiam ciastko i kawę z mlekiem. Pijałam lepsze, ale co tam kawa – liczy cię nastrój. Nie rozumiem do końca o czym rozmawiają goście, ale staram się czerpać przyjemność z samego brzmienia języka. Łatwo nie jest, bo i rewelacji nie ma. Jest bełkotliwy i niewyraźny, niewiele przypomina podręcznikowy angielski. W ogóle go nie przypomina!
Cóż, kobiety kochają zakupy – krótki spacerek przeradza się na ekspedycję na Buchanan Street – raj dla zakupoholików. Ale to nie tylko setki sklepików, to również festiwal kultur – co krok słychać dźwięki muzyki, kolorowo ubranych ludzi, tańczących na ulicy przebierańców. Są nawet panowie w kiltach, zdjęcie obowiązkowe!
Coś na ząb
Pora na przekąskę – tradycyjne fish and chips. I tutaj pierwsze rozczarowanie. Nigdy nie jadłam gorszych frytek. Grube, ociekające tłuszczem i trącące octem. Ale cóż, trzeba było spróbować, w końcu to narodowy przysmak. Mimo to typowego szkockiego śniadania (jaja na bekonie, kiełbaski i owsianka) spróbuję, ale na przysmak pt. haggis nie zdecyduję się na pewno! Nie zjem, gdyż z wiedzy zaczerpniętej z Onetu wiem, że to: „owczy żołądek nadziewany przyprawioną wątróbką, mąką owsianą i cebulą, tradycyjnie spożywany z puree z rzepy i ziemniaków”. Chyba trochę jak nasza kaszanka, ale wolę nie sprawdzać. Ale to nie koniec szkockich smaczności, bo w ofercie są również (o zgrozo!) nerki w cieście i zupa z baraniej głowy! Nie znaczy to, że Szkoci nie mają pyszności takich jak np. puddingi. Tradycyjny Cranachan wynagrodził wszelkie okropności: „przyrządzany z przypiekanej mąki owsianej, nasączonej whisky, z bitą śmietaną z dodatkiem świeżych malin”. Rozkosz w prostej formie.
Unosząc się na fali podniecenia , kierujemy się do Muzeum Transportu – jednego z licznych muzeów w Glasgow, ulubionego miejsca Damiana. Pełno tu metalowych konstrukcji, połyskujących elementów, aż w oczach się mieni od jaskrawych farb. Są auta, rowery, silniki wodne, powietrzne i lądowe. Na zwiedzaniu tutejszych muzeów i galerii sztuki można spędzić dobry tydzień.
"Swojskie klimaty"
Ale nie mamy tyle czasu, pora na dalszą podróż. Dopiero za miastem dostaję namiastkę prawdziwej Szkocji: otwartą przestrzeń, zielone łąki z pasącymi się na nich owcami, piękne, kamienne budynki, stare cmentarze. Moją sympatię budzą tak samo wyglądające domki, mniej wazoniki ze sztucznymi kwiatkami w oknach. Największą jednak radość sprawiają mi, i tu się odzywa babska próżność, pełnych kształtów kobiety. Wszelkie kompleksy znikają, a w torbie pojawia się nowa spódniczka. W kratkę.




Noel
2011-08-23, 09:35
Pragnę wybrać się na wycieczkę zorganizowaną do Szkocji na wiosnę przyszlego roku. Raz już byłem w Edenburgu i w okolicach. Interesuje mnie teraz połnoc Szkocji: Hebrydy, Szetlandy.
Artykuł interesujący, chociaż treści zawarte w nimi znane.
Pozdrawiam