Workcamp – kwestia pieniędzy i limity osób
| 05.11.2009 | Autor: Marta Nowakowska | [ 2 komentarze ] |
- Podobne tematy:
- Wolontariat zagraniczny i praktyki zagraniczne – czyli jak zacząć zdobywać świat
- Egzotyczny karnawał w Chorwacji
- Przedszkola w Hiszpanii lepsze niż te w Polsce?
- Cała Europa - inne artykuły:
- Poznań Motor Show 2012 – relacja
- Rozpoczyna się 3 edycja konkursu na najlepszy paragon z podróży – „Paragoniada”!
- Urlop bez partnera? W tym szaleństwie jest metoda
Z wolontariatem wiążą się również koszty, dlatego w poniższym artykule przyjrzyjmy się kwestii pieniędzy.
Pieniądze
Pierwszym pytaniem, jakie pojawia się po wybraniu workcampu, jest: ile mam wziąć ze sobą pieniędzy? Pamiętajmy jednak, że organizatorzy wyjazdu zapewniają nam nocleg, jak również posiłki (wliczając w to słodkie przekąski i owoce). W naszej gestii leży pokrycie kosztów dotarcia na miejsce workcampu (i z powrotem), a także wszelkich wydatków, jakie poczynimy w czasie wolnym (wycieczka na lody do pobliskiego miasteczka, ale i weekendowa wyprawa w dalsze rejony kraju). Nie jest to regułą i raczej nie nastawiajmy się na taką możliwość planując budżet, lecz bywa i tak, że na miejscu otrzymamy dodatkowe pieniądze lub organizatorzy zdecydują się pokryć część kosztów związanych ze spędzaniem czasu wolnego. Ot, miła niespodzianka. Oczywiście do tego wszystkiego należy doliczyć opłatę rejestracyjną. Jest ona różna dla różnych stowarzyszeń (o których pisałam w jednym z wcześniejszych artykułów), dlatego warto przyjrzeć się tej kwestii bliżej, gdy pojawią się listy z zapisami na workcamp (o czym również pisałam wcześniej).
We dwoje
Istnieje możliwość, by na workcamp pojechać z kimś znajomym. W takiej sytuacji należy się spieszyć z rejestracją na wolontariat, jak i z uiszczeniem odpowiedniej opłaty, gdyż limit miejsc dla każdego kraju wynosi dwie osoby. Chodzi tutaj o zachowanie równowagi pomiędzy wolontariuszami, by uniknąć sytuacji, w której istniałaby przewaga uczestników z jakiegoś państwa – mamy przecież obcować z różnymi kulturami, prawda? Oczywiście, są workcampy, na których limit miejsc wynosi jeden. Są to zazwyczaj wolontariaty niewielkie, przeznaczone dla np. sześciu osób, gdzie każdy z uczestników pochodzi z innego zakątka Ziemi (dosłownie).
To, co najważniejsze
Na workcamp zabiera się dobre chęci, ciekawość świata i dobry humor. Wracając, przywozimy wspomnienia, doświadczenia, jakich nie zdobylibyśmy nigdzie indziej, nowe znajomości i umiejętność komunikowania się (bez strachu) po angielsku. A niekiedy także w innych językach (ja, dla przykładu, potrafię już powiedzieć po włosku, że jestem piękna i - z racji tego - zażądać prezentu). Z zaskoczeniem odkryjemy także, jak bardzo poszerzy się „nasz świat”. Najważniejsze to przezwyciężyć strach, pamiętając, że większość wolontariuszy do plecaka pakuje to samo, co i my, czyli przede wszystkim chęci - do tego, by przezwyciężyć czyjś kiepski angielski i jednak zamienić ze sobą kilka zdań lub by spojrzeć na cudzoziemców bez uprzedzeń i zapomnieć o stereotypach.
Pozostałe artykuły o WorkCampie:
Workcamp – wolontariat za granicą
Workcamp – szczegóły techniczne wyjazdu
Workcamp – nocleg i kuchnia
Workcamp – komunikacja i integracja




maciej
2010-01-26, 17:26
Wszystko Ok, ale gdzie zapisać się na taki wolontariat? Gdzie się zarejestrować?